Ambasador ALE - Active Life Energy

Ambasador ALE - Active Life Energy
Dla moich czytelników rabat 20% na zakupy w sklepie internetowym alenergy.eu. Żele, batony, odżywki i inne. Kliknij w zdjęcie po więcej informacji

Szukaj na blogu

kwietnia 28, 2017

Sub2 & Maurten - konkurs

Sub2 & Maurten - konkurs

Co łączy mnie ze zwycięzcą Maratonu w Londynie 2017?
Na pewno nie poziom sportowy ;)

Jednak wraz z Danielem Wanjiru będę biegać w jednej drużynie. Jakiej? Maurten!
I pewnie w tym momencie nic Wam to nie mówi, zatem czas na kilka słów wyjaśnienia.


Na zdjęciu czołówka Londyńskiego Maratonu. Daniel Wanjiru z bidonem Maurten w którym znajduje się napój wysokowęglowodanowy.
Fot. Maurten.com


Projekt Sub2

Część o nim słyszała, jednak nie każdy wie dokładnie o co w tym wszystkim chodzi. Aktualny rekord świata Dennisa Kimetto (2:02:57, Berlin 2014) jest naprawdę imponujący, jednak ludzie nie byli by sobą gdyby nie chcieli dalej przesuwać swoich granic. Bardzo ambitnym zatem przedsięwzięciem jest chrapka na pobicie tego rekordu z jednoczesnym złamaniem dwóch godzin! Projekt Sub2 ma więc zarówno swoich przeciwników jak i zwolenników. Niektórzy określają to jako wyścig zbrojeń, pościg za technologiami i oszukiwanie naturalnej fizjologii.
http://www.sub2hrs.com/ - oficjalna strona projektu.

W przygotowaniach bierze udział szereg specjalistów i naukowców. Poruszane są dziedziny biomechaniki, bioenergetyki, treningu, antydopingu czy psychologii. O wszystkim można poczytać w podanym wyżej linku. Projekt nie miałby miejsca oczywiście bez odżywiania, o czym chciałabym powiedzieć coś więcej.

Kenenisa Bekele w trakcie zwycięskiego maratonu w Berlinie (2016)
http://www.runnersworld.se/artiklar/musse-om-den-nya-superdrycken.htm
Chcesz wiedzieć więcej o występie Bekele i udziale Maurten? Zapraszam do poczytania tutaj - Berlin - Kenenisa Bekele fluid and carbohydrate nutrition.


Nutrition - odżywianie według Maurten

Za stronę odżywczą w przypadku Projektu Sub2 odpowiada Maurten.
Jest to szwedzka firma dopiero wchodząca na rynek sportowy. Przyznać trzeba, że debiut mają niezły - wszak najlepsi biegacze świata napędzani są aktualnie ich paliwem.
Napoje którymi doładowują się zawodnicy to nic innego jak wysokowęglodowanowe proszki do własnoręcznego sporządzenia w shakerze. Przyjmowane w trakcie wysiłku w formie płynu mogą szybciej, a co za tym idzie efektywniej przedostawać się do organizmu.
W mojej opinii mają dzięki temu przewagę nad żelami, jednak wiadomo, że żel łatwiej jest schować kieszonce czy pasku na biodra. Elita biegaczy może bez problemu korzystać z podawanych bidonów, ponieważ są oni na punktach odżywczych obsługiwani z pełną dokładnością przez wolontariuszy. Nam, amatorom, nikt na bufecie nie poda przygotowanego wcześniej napoju wprost do ręki. Jedyne czym możemy się w tym momencie wspomóc to towarzysz jadący koło nas na rowerze który może ten bidon podać.
Łatwiej sprawa ma się w przypadku treningów, szczególnie tych intensywnych wykonywanych na tartanie. Przygotowany napój możemy trzymać sobie w shakerze lub bidonie, schować do plecaka i korzystać w razie potrzeby.

Proszek do samodzielnego rozrabiania z wodą
http://www.devote.se/marathonpeter/sportdrycken-maurten-30724254
Specyfikacja

Czym zatem jest dokładnie powyższy tajemniczo wyglądający proszek?
Proszki te składają się tylko i wyłącznie z pięciu naturalnych składników:
- maltodekstryny
- fruktozy
- alginianu sodu (produkowany z atlantyckich brązowych wodorostów)
- pektyny (pozyskiwanej z jabłek, cytryn, marchewek i pomidorów)
- chlorku sodu (NaCl - podstawowy składnik soli kuchennej)

Maurten aktualnie posiada w swojej ofercie dwa rodzaje produktu - Drink Mix 160 (w saszetkach 40g) i 320 (saszetki 80g).

Tutaj dla porównania składniki odżywcze obu tych mieszanek:


160 po lewej, 320 po prawej.
Źródło: https://www.maurten.com/products/

To brzmi naprawdę zachęcająco!
Do poczytania więcej zapraszam tutaj - Maurten - Innovation

Szwedzka elita lekkoatletyczna podczas treningu we Flagstaff (Arizona)
Źródło: @HenWing - Twitter Henrika Wingstranda

Konkurs!

W tym momencie jako Maurten Athlete chciałabym zaprosić Was do konkursu.
Do wygrania będą trzy zestawy proszku które będziecie mogli przetestować w czasie treningów i zawodów.


Zasady konkursu
1. Konkurs trwa od piątku (28.04.2017) do środy (3.03.2017, godz. 23:59).

2. Na Instagramie należy dodać zdjęcie pokazujące jak biegacie, oznaczyć je hashtagami: #Maurten #HowIRun #JakBiegam #KonkursMaurteniMaery Dzięki tym hashtagom będę mogła przewertować zdjęcia i wybrać zwycięzców.

LUB

3. Pod postem konkursowym na Fanpage'u dodać zdjęcie jak biegacie, oraz dodac hashtagi #Maurten #HowIRun
4. Udział można wziąć zarówno na Instagramie jak i na Facebooku

5. Na Instagramie zdjęcia można dodawać wielokrotnie, na Facebooku raz.

6. Zwycięzców wybiorę w czwartek (4.03.2017), skontaktuję się z nimi poprzez platformy społecznościowe oraz dodam post na blogu podsumowujący konkurs wraz z podaniem szczęśliwców.

7. Wybiorę trzy najbardziej kreatywne zdjęcia, które chciałabym dodać także na blogu - proszę zatem o pozwolenie na udostępnianie konkursowych zdjęć.

8. Zdjęcia muszą być autorskie. Pliki pobrane z Internetu automatycznie dyskwalifikują uczestnika.

Zatem powodzenia!
O konkursie będę też przypominać w trakcie weekendu. 

https://www.maurten.com/
https://www.youtube.com/watch?v=bjl7iGC8ql0

kwietnia 28, 2017

Reebok Harmony Road - Recenzja

Reebok Harmony Road - Recenzja
Na przełomie marca i kwietnia Reebok wyruszył w biegowy świat z nowym modelem Harmony Road.




Określone przez światowy magazyn Runner's World jako Najlepszy Debiut Marca - link.

Co pisze o nich sam producent?
"Jak zwiedzać świat, to tylko na biegowo. Wsuń stopy w buty Harmony Road i ruszaj przed siebie. Ich amortyzująca podeszwa środkowa sprawi, że każdy krok będzie przyjemnością, a wykonana z siatki, bezszwowa, oddychająca cholewka ograniczy ryzyko otarć. Dzięki wytrzymałej podeszwie zewnętrznej posłużą Ci niejeden sezon." 

Zaprojektowane dla neutralnej stopy z zastosowaniem do biegania długodystansowego z wykorzystaniem innowacyjnych technologii. Od ich ilości naprawdę może zakręcić się w głowie! Kooshlan, KooshRide, SmoothFuse, Air Mesh, LiteStrike, PwrZone, PwrPad, Tri Zone, DMPRTek. A co to wszystko oznacza?

Pianka KooshRide - ma za zadanie lepszą amortyzację na całej długości podeszwy, dodatkowo jest bardziej wytrzymała niż tradycyjna pianka (typu EVA) wykorzystywana do produkcji obuwia sportowego.
Tri Zone - część środkowa podeszwy promująca naturalny ruch stopy.
PwrZone / PwrPad - technologie angażujące łuki stopy przyspieszając tym samym fazę przetaczania. Dodatkowo wspierają stabilizację i poprawiają ekonomikę biegu.
DMPRTek - podeszwa zbudowana z gumy węglowej bardziej odpornej na ścieranie. Zapewnia lepszą przyczepność.
SmoothFuse - bezszwowa rama obuwia minimalizująca ryzyko otarć.
Air Mesh - oddychająca siateczka okalająca cholewkę. Zapewnia wygodę i komfort w trakcie biegu.
LiteStrike - wyprofilowana i miękka wkładka zwiększająca komfort, sprężystość i amortyzację.

Prawda, że dużo tego?
A jak to przekłada się na bieg, tak po ludzku?


Pierwsze wrażenia po otwarciu kartonika

Świetne wykonanie, naprawdę bardzo dopracowane. Żadnych niedoróbek, odstającej niteczki, krzywizny. But solidny, dość ciężki, dlatego raczej niezbyt "startowy". Wygląd zachęcający, widać że to but już z tej "górnej półki".


 


Odblaskowe elementy w blasku flesza

Pierwsze mierzenie

But dopasowany, szczególnie na tyłostopiu. Dobrze przytrzymana pięta, za to luz dla kostek i stawu skokowego. Jednak... w przodostopiu but wydawał mi się nad wyraz szeroki. Przyzwyczajona do moich wąskich i dobrze dopasowanych na całej długości Pegasusów nie mogłam wyczuć nowych Reeboków. Podeszwa dość sztywna, czuć też mocno wysoki drop, niestety nie wiem na jakim poziomie się on kształtuje.

Dużo pracuję nad tym, by biegać ze śródstopia. Bieganie "z pięty" porzuciłam już jakiś czas temu w celu szybszego i bardziej prawidłowego biegania. Kosztowało mnie to dość dużo samodyscypliny, analizy zdjęć, wykonywania różnych ćwiczeń i pilnowania się na treningach. Buty z wysokim dropem skłaniają do biegania z pięty, dlatego niestety ten model trochę miesza mi w technice. Tak jakbym się z nim siłowała - ja próbuję swoje ze śródstopia, a on swoje! ;)





Pierwszy trening

Szeroki przód próbowałam "nadrobić" mocno wiążąc buty przed treningiem. Już w domu przesadziłam, co po kilkudziesięciu sekundach wyraźnie poczułam poprzez coraz słabiej dopływającą do stóp krew. Buty rozluźniłam, pochodziłam, jednak wiązanie wciąż pozostało całkiem zborne. Pierwsze kilometry to doprawdy dziwne uczucie. Zdecydowanie inna budowa podeszwy i całej cholewki niż reszta moich biegowych butów dawała się mocno we znaki. Już od pierwszych kroków czułam, że zmieniła się moja technika, a to naprawdę dość niespotykane. No i wtedy zaczęłam się z nimi siłować. Próbowałam na siłę zmieniać krok, skracać go, inaczej ustawiać stopy, mocniej odbijać się od podłoża. To jednak raczej działało na niekorzyść mojej ekonomiki biegu, ponieważ zaczęłam się tym wszystkim męczyć. Z chodników zboczyłam na leśne ścieżki poznańskich Szacht, gdzie często wybieram się na treningi. No i właśnie na tym podłożu poczułam się znacznie lepiej! But jakby dał za wygraną, a ja w końcu biegłam swoje. Jednak powrót na alejki wylane asfaltem przypomniał o naszej niezgodności. Co więcej... po ledwie 4 kilometrach zaczęłam czuć, że but jednak obciera. Doczłapałam się jakoś jeszcze kilometr i usiadłam na ławce. Zastanawiałam się czy kończyć trening w tych butach, czy może pobiec do domu, zmienić je na Pegasusy i kontynuować to co miałam zaplanowane. Jednak gdy wstałam z ławki i zrobiłam dosłownie trzy kroki zaczęłam aż wyginać nogi. Powrót do domu był zatem nieunikniony. Kolejne 800 metrów delikatnie truchtałam modląc się tylko by otarcia były minimalne.
Ściągając buty w domu okazało się, że po zaledwie 20-kilku minutach biegu mam cztery solidne pęcherze. Były to miejsca, gdzie nigdy wcześniej żadne buty nie spowodowały otarć. Szczególnie ucierpiały wewnętrzne części przodostopia.
Było mi przykro, bo pierwsze treningowe wrażenie było lekko mówiąc spalone.





Kolejne treningi 

Butom i własnym stopom dałam kilka dni odpoczynku. Bałam się trochę, że sytuacja znowu się powtórzy. Jednak po dłuższym zastanowieniu stwierdziłam, że nie można się tak zniechęcać. Fakt, faktem wiedziałam już, że to na pewno nie będzie mój numer 1, ale na pewno muszę dać im czas na zaprzyjaźnienie się. Wtem przyszedł czas na trening siły biegowej. Zaplanowane miałam kilka serii skipów i wieloskoków poprzedzone kilkukilometrowym rozbieganiem.
Od początku biegło mi się całkiem całkiem, nie miałam już problemu z dyskomfortem czy uczuciem otarcia. Jednak przełom nastąpił na wspomnianej wcześniej sile biegowej! Buty bardzo dobrze amortyzowały, współgrały tak, że nie czułam ich w trakcie treningu i mogłam ze spokojem skupić się na technicznym i dokładnym wykonaniu moich ćwiczeń. Z uśmiechem na ustach wracałam do domu bo serie poszły mi tak przyzwoicie. Myślę, że duża zasługa w tym moich Reebok'ów!

Kolejny trening na którym Harmony Road spisały się znakomicie, to ten, na którym miałam do wykonania 10 serii dwustumetrówek. Elementy szybkościowe staram się najczęściej wykonywać na bieżni lekkoatletycznej, jednak w ten dzień nie miałam takiej możliwości i musiałam zadowolić się asfaltowymi odcinkami wokół boiska na moim osiedlu. Muszę przyznać, ale bieganie w tych butach to był ratunek dla moich nóg. W Pegasusach zdecydowanie czuję lepiej podłoże, co też przekłada się na męczący kontakt z asfaltem czy betonem. Amortyzacja w Reebokach spisała się na medal, a ja trening wykonałam z bardzo dużą nawiązką i wielką satysfakcją!




Moje końcowe podsumowanie

Już teraz wiem, że buty będę na pewno zabierać w teren, do ćwiczeń siły biegowej oraz na część moich szybkościowych treningów, szczególnie tych, na których zmuszona będę korzystać z betonu.
Nie będę za to korzystać z nich na długich, spokojnych wybieganiach, ponieważ trochę mi "mącą" we wspomnianym wyżej bieganiu ze śródstopia.
Podsumowując... Buty są naprawdę solidne, dobrze wykonane. Jednak myślę, że ilość technologii wcale nie odpowiada lepszym standardom. Czasem im mniej, tym lepiej.
Myślę też, że osoby biegające z pięty będą mogły być z nich naprawdę zadowolone.
Jednak odstraszać może też cena. Katalogowa u producenta - 499zł, w niektórych internetowych sklepach biegowych około 450zł. Przy moich sztandarowych Pegasusach (ok. 350zł za nowy model/280zł po przecenach) to dość diametralna różnica.

Ważne dla mnie jest to, iż po pierwszym naprawdę zepsutym wrażeniu w końcu wyszło słońce, a ja i Reeboki Harmony Road znaleźliśmy wspólny język.


#ReebokPL #HarmonyRoad #BiegajDaleko #BiegajJakLubisz

kwietnia 24, 2017

Król Parku 2017

Król Parku 2017

Wielkopolski Park Narodowy mieszczący się na południe od Poznania obchodzi w tym roku swoje 60-lecie. Z tej okazji OSiR Mosina i Stowarzyszenie "Mosiński Sport" stworzyły niezapomniane wydarzenie jakim były sobotnie zmagania na terenie parku. Do wyboru mieliśmy trasę ultra 60 km, wiodącą przez chyba wszystkie najładniejsze rejony WPN-u, a także dystans krótszy w postaci półmaratonu oraz 10-kilometrowy marsz Nordic Walking.
 Łącznie na linii startu pojawiło się przeszło 500 zawodników, co zadecydowało o kameralnym, a zarazem rodzinnym klimacie tych zawodów.
Biuro zawodów, start oraz meta i wszelkie inne atrakcje znajdowały się na terenie Jezior nad Jeziorem Góreckim, gdzie mieści się siedziba dyrekcji oraz muzeum.

Start był falowy. O 8:30 wystartowali ultrasi, a następnie o 10:30 dołączyła reszta biegaczy oraz zawodnicy NW. Wystrzał startera poprzedziła solidna rozgrzewka zorganizowana w rytm energetycznej muzyki.

Ja wybrałam dystans półmaratoński.
Startu trochę się obawiałam, ze względu iż bardzo dobrze znam rejony Parku. Już nie raz potrafił dać mi w kość przy zaledwie dziesięciokilometrowych zmaganiach. Piaszczyste tereny i ogromna liczba podbiegów mogły okazać się wykańczające na tak długiej trasie, a moje obawy były tym większe, że był to dla mnie swojego rodzaju debiut. Wcześniej tylko dwa razy startowałam w biegu crossowym dłuższym niż 10 kilometrów, w tym jednego nie ukończyłam (15 km, Cross Sierakowski 2015 i 2016).

Kilka zdjęć ze startu:






W początkowym etapie trasa była bardzo płaska i wiodła głównie ścieżkami pomiędzy polami. W ten sposób nijak można było osłonić się przed porwistym wiatrem, a ten był tego dnia naprawdę męczący. Próbowałam trochę zakryć się za plecami panów, jednak nawet to nie pomagało, ponieważ porywy atakowały głównie od boku.
Wystartowałam z pierwszej linii, co pozwoliło mi na kontrolowanie sytuacji wśród Pań. Nie ukrywam, ale marzyłam o podium chociażby w kategorii wiekowej. Na pierwszym kilometrze wyszłam na prowadzenie, a w głowie zaświtała mi myśl że jednak to nie jest rozsądny pomysł. Wszak przede mną jeszcze ponad 20 kilometrów walki wśród pól i lasów. Jednak tego dnia czułam naprawdę wyśmienitą dyspozycję, nogi przed startem same rwały się do biegu, a ja rano obudziłam się ze znakomitym humorem oraz nastawieniem na dobrą zabawę i podziwianie uroków WPN-u. Postanowiłam więc, że po prostu będę biegła swoje bez względu na to co wydarzy się później. W każdym momencie mogłam zacząć słabnąć, przeliczyć się ze swoimi możliwościami czego byłam w stu procentach świadoma, jednak - kto nie ryzykuje... ;)

Trasa mijała nadzwyczaj szybko. Widoki i kontakt z naturą całkowicie odrywały mnie od zmęczenia czy negatywnych myśli. Na około 10 kilometrze miałam już znaczną przewagę, dlatego pozwoliłam sobie na lekkie spowolnienie by w zapasie energii dotrzeć na metę.
Moment w którym pożegnaliśmy się z otoczeniem pól był istnym wytchnieniem od wyczerpującego wiatru. Schronienie znalezione w lesie kumulowało zapas energii, dlatego nawet przy bardzo wymagających wzniesieniach biegło mi się całkowicie komfortowo.

Punkty odżywcze były zlokalizowane na 5, 9 i 15 kilometrze. Ten ostatni ominęłam, ponieważ biegliśmy w sześcioosobowej grupce i ja dreptając jako ostatnia nie załapałam się na napój. :) Jednak już wcześniej zakładałam że ten punkt ewentualnie ominę, ponieważ czułam się znakomicie, a jeszcze bardziej sprzyjała niska temperatura (około 6-8 stopni Celsjusza).
Przy sobie miałam jeden żel energetyczny, jednak zjadłam go dopiero po wbiegnięciu na metę... z apetytu :)

Co ciekawe cały dystans biegło mi się naprawdę wygodnie. Tempo dostosowywałam do swojego samopoczucia, na podbiegach zdecydowanie zwalniałam, zbiegi zaś pokonywałam puszczając nogi i mknąc momentami po 3:45/km (co powodowało już śmierć w oczach :D).


Na metę wbiegłam jako pierwsza kobieta z czasem 1:38:00, a przebiegnięty dystans wyniósł 21,07 km. To dało przyzwoite średnie tempo 4:39/km.

Garmin Connect


Medale oraz koszulki prezentowały się genialnie. Muszę przyznać, ale te dwa projekty zadecydowały o moim starcie w tej imprezie :)
Nie jestem kolekcjonerką medali, ale uwielbiam mieć piękne pamiątki. Swoje zdobycze eksponuję na dużym świecącym wieszaku i oglądając je bardzo lubię wracać wspomnieniami do poszczególnych biegów.



Na mecie czekał na nas oto ten piękny medal, zaś na tyłach budynku zorganizowano namioty gdzie można było schować się przed deszczem, zjeść makaron (w trzech smakach do wyboru, w tym wersja wege) i wypić piwo (mojego ulubionego Żywca).
Dzieci też miały coś dla siebie. Animacje w muzeum czy kolorowa wata cukrowa na pewno umiliły im czas w oczekiwaniu na zabieganych rodziców.

Dekoracja delikatnie się opóźniła, ale sama jej ceremonia wynagrodziła chwile oczekiwania. Na podium oprócz nagrody związanej z parkiem i pięknego pucharu wręczono mi także koronę "Królowej Parku". Było to naprawdę bardzo ciekawe i fantastyczne przeżycie!





Podsumowując!
Dawno nie brałam udziału w tak znakomicie zorganizowanej imprezie biegowo-kijkowej. Wszystko na tip-top, z pełną dokładnością. Na wielki plus kameralny poziom imprezy oraz otoczenie Wielkopolskiego Parku Narodowego. Bardzo się cieszę, że mogłam brać udział w tych zawodach i marzę sobie, by te były zorganizowane ponownie. Na pewno chętnie powtórzyłabym te zmagania!

Część zdjęć dzięki uprzejmości Fotografia Ala Brączkowska (klik).
Więcej zdjęć z imprezy tutaj: klik

Wyniki półmaratonu: half
Wyniki ultramaratonu: ultra










Popularne posty

Copyright © 2017-2019 Bieganie i fizjoterapia , Blogger