Ambasador ALE - Active Life Energy

Ambasador ALE - Active Life Energy
Dla moich czytelników rabat 20% na zakupy w sklepie internetowym alenergy.eu. Żele, batony, odżywki i inne. Kliknij w zdjęcie po więcej informacji

Szukaj na blogu

maja 30, 2017

ITBS - co to właściwie jest?

ITBS - co to właściwie jest?
Przeciążenia w okolicy stawu kolanowego to najczęstsze problemy biegowe - obszaru tego dotyczy około 29% wszystkich urazów.
W czasopismach i internetowych artykułach pojawia się określenie „kolano biegacza”, jednak na próżno szukać dokładnej definicji tego zagadnienia. „Kolano biegacza” według sumarycznej tych artykułów zawiera w sobie przeciążenia jakim są: zespół pasma biodrowo-piszczelowego (iliotibial band syndrome – ITBS), zespół bólu rzepkowo-udowego (patellofemoral pain syndrome – PFPS) oraz zespół bocznego przyparcia rzepki.

Kłucie lub uczucie pieczenia, rozlewający się ból po bocznej stronie stawu kolanowego. Znacie to z autopsji?
Bardzo możliwe więc, że dotyczy Was zespół pasma biodrowo-piszczelowego (ITBS).
Ja też to przeszłam, dlatego postaram się bliżej ten problem przedstawić.

W telegraficznym skrócie – anatomia

Pasmo biodrowo-piszczelowe (tractus iliotibialis) jest przedłużeniem mięśnia pośladkowego wielkiego (m. gluteus maximus) oraz naprężacza powięzi szerokiej (m. tensor fasciae latae).
Oba te mięśnie działają na staw biodrowy, a poprzez pasmo także na staw kolanowy.
Mięsień pośladkowy wielki ma złożone funkcje, biorąc nie tylko bezpośredni udział w ruchach zachodzących w biodrze, lecz przede wszystkim odpowiadając za ustalenie pionowej postawy ciała oraz charakterystyczną dla człowieka lokomocję dwunożną. Mięsień ten poprzez napięcie musi utrzymywać ciało w pionie podczas stania, chodzenia i biegu. Poprzez swój przyczep jakim jest pasmo biodrowo-piszczelowe i powięź szeroką działa jako prostownik stawu kolanowego.
Mięsień naprężacz powięzi szerokiej jako mięsień dość mały wyzwala swoje działanie dzięki przedłużeniu swojego ścięgna wplatającego się w pasmo biodrowo-piszczelowe powięzi szerokiej, kończąc przyczepem na kłykciu bocznym piszczeli. Mięsień oprócz zginania, nawracania i silnego odwodzenia w stawie biodrowym działa poprzez przeniesienie pasmem i powięzią na ruchy zachodzące w kolanie. Przy wyprostnym ustaleniu stawu kolanowego wzmacnia pionową postawę, zaś przy zgięciu pogłębia ten ruch. Dodatkowo poprzez tarcie i drażnienie kłykci kości udowych (a dokładniej guzek Gerdy’ego) może wyzwalać dolegliwości bólowe promieniujące w okolicy kolana po jego bocznej stronie.

Źródło: http://www.physio-pedia.com/Iliotibial_Band_Syndrome

Czynniki ryzyka

Częstość uszkodzeń podczas biegania z dużą intensywnością wynosi w ciągu roku około 34-65%. Są to zarówno niezauważalne przeciążenia tkanek miękkich jak i trwałe urazy mięśniowe i kostne.

Wraz z codziennym ruchem ciało człowieka poddawane jest wszelakim obciążeniom towarzyszącym naturalnej eksploatacji organizmu.
Zdecydowanie najczęstszą przyczyną występowania przeciążeń jest popełnianie błędów treningowych takich jak nieumiejętne dobieranie trwania i intensywności wysiłku do swoich możliwości, pomijanie etapów regeneracji organizmu, wadliwa technika lokomocji (patologiczne wzorce chodu i biegu).
Kolejną komponentą są nakładające się mikrourazy prowadzące do zmian patologicznych i dolegliwości bólowych, a także skryty rozwój degeneracji tkanek.

Dodatkowymi aspektami wpływającymi na częstość przeciążeń są osobnicze cechy anatomiczne, płeć, wiek, przebyte urazy, doświadczenie sportowe, rodzaj obuwia oraz rodzaj podłoża treningowego (asfalt, bieżnia tartanowa, trawa, piasek). W skrócie czynniki te podzielić można na trzy grupy – charakterystykę biegacza, charakterystykę biegu oraz charakterystykę środowiska.
Do czynników wpływających na urazy tkanek miękkich należy też niewystarczające przygotowanie fizyczne do wysiłku (brak lub niedostateczna rozgrzewka), dysbalans mięśniowy, choroby, nieprawidłowe odżywanie, odwodnienie, zmęczenie mięśni (przetrenowanie).

Tkanki okolicy kolana są podczas biegu poddawane potężnym obciążeniom co predysponuje je do powstawania mikrourazów. Układ ruchu predysponuje do adaptacji na duże siły nacisku, jednak musi być on poddawany optymalnemu treningowi. Nadmierne jednorazowe lub wielokrotne obciążanie stawu może przekroczyć granice fizjologiczne i w ten sposób zaburzyć homeostazę tkankową. Zbyt wielkie obciążenia bez stopniowego wprowadzania uszkadzają mięśnie i szkielet, co z kolei prowadzi do powstawania w miejscu mikrourazów i stanów zapalnych. Dodatkowo brak odpowiedniego czasu regeneracji zwiększa ryzyko zwyrodnień i procesów patologicznych. Ważne jest więc zwracanie uwagi na aspekty takie jak odnowa biologiczna!
Regeneracja tkanek i powrót do równowagi musi więc być spełniony w funkcjonalnych i w miarę bezbolesnych aktywnościach.

Mechanizm i objawy ITBS

W zespole pasma biodrowo-piszczelowego dochodzi do podrażnienia tkanki na wysokości kłykcia bocznego kości udowej podczas zginania i prostowania kolana. Kaletka maziowa otaczająca część powięzi w miejscu jej przyczepu trze o guzek Gerdy’ego, a następnie dochodzi do jej stanu zapalnego.

Główne objawy:
- silny ból bocznej strony kolana w czasie chodzenia, biegu, jazdy na rowerze
- ocieplenie okolicy
- ograniczenie ruchomości w stawie kolanowym (głównie z powodu bólu)
- uczucie kłucia, pieczenia
- przy bardzo ostrym przebiegu obrzęk kaletki maziowej
- sztywność i napięcie bocznej strony uda (przebieg powięzi)
- narastanie bólu w przysiadzie (zgięcie powyżej 30 stopni)

Przyczyny i analiza

Bezpośrednią przyczyną jest niewydolność mięśni pośladkowych odpowiedzialnych za stabilizację miednicy podczas lokomocji. Osłabioną pracę kompensuje mięsień pośladkowy wielki i naprężacz powięzi szerokiej. Mając już za zadanie stabilizowanie stawu kolanowego poprzez przedłużenie pasma, angażuje się w dodatkową stabilizację obręczy kończyny dolnej. Nadmiernie napinając się trze o wystający element kostny i podrażnia swoją wewnętrzną powierzchnię. Dochodzi do zapalenia kaletki maziowej i powstania w tym miejscu stanu zapalnego.

Do analizy mięśni pośladkowych posłużyć może test stania na jednej nodze. Miednica opadając ku zgiętej kończynie dolnej ukazuje niewydolność mięśni odwodzących i zarazem stabilizujących obręcz. Jest to tak zwany objaw Trendelenburga.

Dysbalans mięśniowy w obrębie miednicy a jej pochylenie
Bieg Walentynkowy
Fot. Dariusz Niedzielski

Trening równowagi, wyrównanie balansu i lepsza technika biegu - wpływ na ustawienie miednicy
Bieg Pogoń za Wilkiem
Fot. Kuba Troszczyński
Metody rehabilitacyjne

Do głównych metod należą:
- kinezyterapia: stretching, wzmacnianie mięśni pośladkowych w celu korekcji ustawienia miednicy, ćwiczenia równowagi i prioprocepcji (czucia głębokiego), reedukacja w zakresie lokomocji
- leki przeciwzapalne, najczęściej w postaci maści lub żelu aplikowanego bezpośrednio na miejsce bólu
- fizykoterapia: krioterapia (leczenie zimnem), jonoforeza, ewentualne zabiegi z użyciem ultradźwięków i lasera (z tymi dwoma mam świadomość, iż większość fizjoterapeutów którzy zajmują się głównie technikami manualnymi, traktuje część fizykoterapii jako „placebo” lub magię, nie mniej jednak według mnie zabiegi te raczej nie zaszkodzą, a jeśli placebo ma działanie terapeutyczne to jak najbardziej w miarę możliwości warto wpleść je w plan rehabilitacji)
- taping (popularne „tejpy”

Możliwe inne diagnozy


Podobnych objawów mogą dostarczyć:

- tendinopatia mięśni: dwugłowego uda, podkolanowego
- problemy z więzadłami pobocznymi stawu kolanowego
- uszkodzenie bocznej łąkotki stawowej
- ból przeniesiony z okolicy lędźwiowej


Moja przygoda z ITBS

W 2015 roku kiedy zaczynałam przygodę z bieganiem zapisałam się na mój pierwszy półmaraton. Bardzo się uparłam, choć przygotowań nie miałam żadnych…

"Przygotowania" przedstartowe do 8. Poznań Półmaraton...
Endomondo

Pierwsze objawy pojawiły się już przed półmaratonem i zamiast zrezygnować z tego startu po prostu odpuściłam treningi, a na start i tak się wybrałam. Teraz wiem, że to była największa głupota jaką prawdopodobnie dotychczas zrobiłam.
Jedynie przed startem założone miałam tejpy, jednak niewiele one zdziałały.
Od pierwszego kilometra pojawił się ból. Był tak nieznośny, że chciałam zejść z trasy. Serio, po 1km ledwo truchtałam. Co zrobiłam? Oczywiście drugą największą głupotę na świecie, i w tym miejscu przestrzegam Was przed powtarzaniem tych czynności!
Do saszetki którą miałam przy sobie włożyłam przed biegiem dwie tabletki ibupromu. Kiedy kolano zaczęło mnie boleć (czyli tak naprawdę na początku), wyciągnęłam jedną i na pierwszym punkcie odżywczym (5 km) przegryzłam tabletkę, a następnie popiłam.
Tabletka przyswoiła się w rekordowym tempie, po 2-3 minutach nie czułam już bólu. Eureka! Mogę biec dalej…
No i tak sobie biegłam ten półmaraton… Zbliżał się przedostatni punkt odżywczy. Bałam się, że kolano zacznie mnie boleć na samym finiszu i nie będę już miała okazji wziąć drugiej (!) tabletki, więc wzięłam ją… przezornie.
Po kilkudziesięciu metrach zaczęłam czuć mrowienie na całym ciele zaczynające się od czubka głowy. Coś okropnego! Teraz cieszę się, że nic mi się nie stało. Szczyt nieodpowiedzialności.

Przebieg 8PPM

Mój po-półmaratoński post na facebooku ;)

  Po przekroczeniu mety adrenalina i ibuprofen przestały działać, a mnie z miejsca ścięło. Ledwo szłam, ból był przeogromny.
Nie ma sensu rozwodzić się nad tym jak głupie to było, mam nadzieję, że sami potraficie wysunąć wnioski i uczyć się na czyichś błędach.

Terapia w moim wykonaniu była autoterapią, a zabiegi fizykalne wykonać mogłam sobie sama z okazji wykonywanych w tym czasie praktyk.
Ultradźwięki na boczną stronę kolana, wykonanie własne :P
NZOZ Laser

W stanie ostrym odpuściłam w pełni bieganie, bo nawet zwykłe chodzenie po schodach sprawiało mi trudności.
Zabiegi z jakich skorzystałam na własny użytek to laser, ultradźwięki oraz krioterapia z użyciem azotu.
W domu używałam niesteroidowych leków przeciwzapalnych w postaci maści (diclofenak w Dicloziaja).

Po zejściu stanu ostrego kiedy ból już nie dokuczał rozpoczęłam ćwiczenia. Zaczęłam dużo czytać na temat prawidłowej biomechaniki biegu, zauważyłam na zdjęciach z zawodów jak mocno opada moja miednica co sugerowało osłabione mięśnie. Także wszystkie testy na ITBS wychodziły u mnie pozytywnie.
W efekcie tego włączyłam stretching pasma w formie poizometrycznej relaksacji mięśni (PIR), zwykły stretching domowy oraz ćwiczenia na mięśnie pośladkowe w celu korekcji postawy.

Dzięki własnej świadomości i zwiększenia wiedzy na temat tego urazu dość szybko pozbyłam się go a następnie wznowiłam treningi. W tym okresie moja życiówka na 10 kilometrów wynosiła 55:56 (marzec), a już na początku maja 2015 przebiegłam ten dystans w 49:29.

Po tych doświadczeniach jestem WROGIEM startowania i trenowania z kontuzjami, tym bardziej w fazie ostrej!

Więcej o ćwiczeniach, autoterapii i prewencji ITBS napiszę w kolejnym poście J


Piśmiennictwo:

Własna praca licencjacka oraz

1.    Błaszczyk, J.W. (2004). Biomechanika lokomocji. [w:] Biomechanika kliniczna. Warszawa: Wydawnictwo Lekarskie PZWL; 234-256.
2.    Dziak, A. (1985). Zamknięte uszkodzenia tkanek miękkich narządu ruchu. Wydawnictwo Lekarskie PZWL. Warszawa.
3.    Dziak, A., Tayara, S. (2000). Urazy i uszkodzenia w sporcie. Wydawnictwo Kasper, Kraków.
4.    Fluhme, D.J., Kaplan, L.D., Fu, F.H., (2007). Kolano i podudzie. [w:] Ortopedia Nettera. Greene W.B. Wrocław: Elsevier Urban & Partner; 371-400.
5.  Fredericson, M., Cookingham, C.L., Chaudhari, A.M. (2000). Hip abductor weakness in distance runners with Iliotibial Band Syndrome. Clinical Journal of Sport Medicine. Nr 10, 169-175.
6. Garlicki, J., Kuś, W. M. (1988). Traumatologia sportowa. Wydawnictwo Lekarskie PZWL. Warszawa.
7. Gryckiewicz, Sz., Hadała, M. (2012). Ekscentryczna niewydolność mięśnia pośladkowego średniego jako częsta przyczyna urazów stawu kolanowego w sporcie na podstawie Kinetic Control. Praktyczna Fizjoterapia i Rehabilitacja. Nr. 34, 58-63.
8.  Ignasiak, Z. (2013). Anatomia układu ruchu. Wydanie II. Wydawnictwo Elsevier Urban & Partner, Wrocław.
9.  James, S.L. (2009). Uszkodzenia związane z bieganiem. [w:] Rehabilitacja Ortopedyczna. Tom II. Wrocław: Elsevier Urban & Partner; 765-779.
10.  Kolster, B., Sonnwald, B. (2001). Medycyna sportowa i fizjoterapia. [w:] Poradnik fizjoterapeuty. Wrocław: Ossolineum; 598-619.
11.  Lutjen-Drecoll, E., Rohen, J.W. (2012). Mięśnie kończyny dolnej. [w:] Anatomia człowieka. Tablice. Warszawa: Wydawnictwo Lekarskie PZWL; 79-80.
12.  Marecki, B. (2004). Kończyna dolna. [w:] Anatomia funkcjonalna w zakresie studiów wychowania fizycznego i fizjoterapii. Poznań: Akademia Wychowania Fizycznego im. Eugeniusza Piaseckiego w Poznaniu; 95-136.
13. Noehren, B., Davis, I., Hamill, J. (2007). Prospective study of the biomechanical factors associated with iliotibial band syndrome. Clinical Biomechanics. Nr 22, 951-956.
14.  Noehren, B., Hamill, J., Miller, R., Davis, I. (2008). A prospective study of iliotibial band strain in runners. Clinical Biomechanics. Nr. 23, 1018-1025.
15.  Prentice, W.E. (2011). Rehabilitation of Knee Injuries. [w:] Rehabilitation Techniques for Sports and Athletic Training. Prentice, W.E. New York: McGraw Hill. 526-578.
16.  Sasaki, K., Neptune, R.R. (2006). Muscle mechanical work and elastic energy utilization during walking and running near the preferred gait transition speed. Gait and Posture. Nr 23, 383-390.
17.  Widuchowski, J. (1999). Kolano – urazy i obrażenia sportowe. Wydawnictwo G-Kwadrat s.c. Katowice. 

maja 29, 2017

To był maj...

To był maj...
Czas majowych startów dobiegł końca. W tym miesiącu pobiegłam w trzech imprezach:
1) Szpot Swarzędz - 10 km 14.05
2) Pogoń za Lwem Tarnowo Podgórne 10,6 km 21.05
3) Elegant na 5 Mosina - 5 km 28.05



Fot. Karolina Krawczyk

A więc po kolei!

__________________________________________________________
6. Bieg Szpot Swarzędz

14 maja stanęłam na starcie kolejnego z cyklu Grand Prix Wielkopolski biegu na 10km. Decyzja podjęta była w bardzo spontanicznych warunkach. Nie zdążyłam się zapisać na bieg (zapisy miały być czynne do północy, lecz o godzinie 20 było to już niemożliwe...). Na szczęście z pomocą przyszła Koleżanka Anna, która zrezygnowała ze startu i tuż przed północą poświęciła się, wyszła wpół śpiąca z łóżka i przepisała na mnie swój pakiet. Aniu - bardzo Ci dziękuję! :)
Decyzja ta nie była też zbyt rozsądna. Choroba która zaatakowała mnie z początkiem maja wciąż nie odpuszczała, a ja finalnie pobiegłam z przeziębieniem, zapaleniem zatok i okrutnym kaszlem. Totalna głupota, ale napaliłam się na ten bieg i przysłoniło mi to trochę myślenie.

Niedziela przywitała nas słońcem i nagłym skokiem temperaturowym. Trenując normalnie w 10-15 stopniach nie da się nagle dobrze wystartować w blisko 30... A że ja nie trenowałam w ogóle (no bo choroba...) to był to dla mnie szok podwójny.

Tuż przed startem z kolegą z grupy Wielkopolscy Biegacze - Łukaszem :)

Trasa w Swarzędzu do najprostszych nie należy. Start i końcówka przebiegają przez wiadukt, dlatego trzeba się trochę powspinać.
Nie chciałam szarżować bo dobrze wiedziałam jakie jest moje przygotowanie - zerowe :( Tempo próbowałam utrzymać znośne dla organizmu, dostosowane do temperatury i trasy. Jak widać było w trakcie - pogoda pokonała wielu, karetka jeździła dość często. Ratunkiem była woda na punkcie. Niestety kurtyna wodna o której zapewniał spiker nie pojawiła się na obiecanym 5 kilometrze. Wiem, że to trochę podłamało część biegaczy, w tym także i mnie.

Moment zbiegu na samym początku (ok. 1,5 - 2 km)

Fot. Hernik Team
Finisz na stadionie w Swarzędzu

Finalnie Szpota pokonałam w czasie 43:49 (średnie tempo = 4:23/km) co dało mi 23 lokatę w kategorii kobiet i trzecie miejsce w kategorii wiekowej K20-24.
Jak co roku bieg był całkiem mocno obstawiony (wynik zwyciężczyni Olgi Kalendarovej-Ochal - 33:58), dlatego podium bardzo mnie ucieszyło!

Najlepsze 6 dziewczyn K20-24

__________________________________________________________

Pogoń za Lwem w Tarnowie Podgórnym

W kolejną niedzielę wzięłam udział w swoistym już Festiwalu Biegowym w Tarnowie Podgórnym koło Poznania.
Główna rywalizacja toczy się na dystansie półmaratonu (Bieg Lwa), a obok towarzyszącym biegiem jest Pogoń za Lwem oraz multum biegów dla dzieci.
Była to już trzecia z rzędu edycja w której mogłam pobiec. W 2015 roku startowałam w połówce (2:01:35), w 2016 na dystansie 7,1 km (30:08 i wygrana wśród kobiet). W tym roku po zmianie trasy Pogoń liczyła sobie ćwierćmaraton (10,6 km).

Pogoda, podobnie jak tydzień wcześniej w Swarzędzu, była idealna - ale nie dla biegaczy ;) Pełne słońce, wysoka temperatura i start o godzinie 14:00... Trudne warunki do biegania, tym bardziej że wciąż nie byłam w pełni dyspozycji. W tygodniu pomiędzy tym i poprzednim startem wykonałam tak naprawdę trzy lekkie treningi.

Ze zwycięzcą Pogoni - Bartoszem Majorczykiem - tuż przed startem

Fot. Hernik Team
1 kilometr biegu i jeszcze świeży wygląd ;)

 W tej edycji zmodyfikowana została trasa tak, by półmaraton miał dwa, a nie jak wcześniej trzy okrążenia. Mając porównanie do ubiegłego roku uważam że była trochę bardziej wymagająca, ale może to tylko subiektywne odczucia wynikające ze słabego przygotowania.
Dodatkowym utrudnieniem był wiejący w tym dniu dość porwisty wiatr. Biegnąc w grupce był niezbyt wyczuwalny, jednak już w końcowym etapie, gdy miałam tylko jedną osobę obok, było to męczące.

Nie ukrywam, ale bardzo zależało mi dobrze wypaść w tym biegu. W zeszłym roku niespodziewanie udało mi się wygrać co było dla mnie wtedy bardzo dużym osiągnięciem i podbudowało moje sportowe morale.
Na starcie stanęłam w grupie która wtedy uzupełniła podium o drugie i trzecie miejsce.
Po wystrzale startera w trójce zaczęłyśmy dość żwawym tempem, ja trzymałam się z tyłu. Pierwszy kilometr wybił w 4:01 - dobrze wiedziałam że takiego tempa nie dam rady utrzymać więc po cichu miałam nadzieję, że rywalki zaraz delikatnie zwolnią. Niestety drugi kilometr w 4:00, w połowie trzeciego zaczęłam odpadać (3 kilometry w 12:16) i od tej pory zaczęła się moja tendencja spadkowa. 

Ostatecznie linię mety przekroczyłam jako trzecia kobieta open z czasem 46:09. Lokata zadowalająca jak na moją aktualną formę :)
Próba finiszu na Stadionie w Tarnowie Podgórnym

Identyczny skład podium jak w roku 2016 - z różnicą, że spadłam z "jedynki" na "trójkę" :P

__________________________________________________________

Elegant na 5 w Mosinie

Z okazji Dni Mosiny wczoraj (28.05.17) został zorganizowany bieg na pięć kilometrów. To druga już impreza z tegorocznego cyklu Mosińskiego Grand Prix 5-10-15.

 Na imprezę zapisałam się kilka dni wcześniej. Niestety weekend ten miałam pracujący, dlatego całą sobotę (12h) spędziłam stojąc, a od razu po dekoracji uciekałam z powrotem do pracy. To niezbyt dobrze wpływa na moje przygotowania, a dodatkowo także regenerację. Na szczęście intensywność i długość nie była tak mocna bym dziś czuła jakiekolwiek dolegliwości, więc mogę kontynuować normalnie treningi.

Przed biegiem dokonałam krótkiej rozgrzewki (ok 30 minut) ponieważ żar lał się z nieba, a termometry pokazywały w cieniu prawie 30*C!
Maj ma to do siebie, że pogoda często jest już całkiem wakacyjna, dlatego nie ma co narzekać, a zacząć się przyzwyczajać.

Start nastąpił o godzinie 11:11 z Mosińskiego Rynku i wiódł tak naprawdę trzema długimi ulicami.
Na 2,5 kilometrze była agrafka, maty pomiarowe, a także punkt z wodą. Niestety uważam ten układ za dość niefortunny. Na szczycie agrafki tuż przed stolikiem z wodą ludzie zaczynali stawać, co w konsekwencji spowodowało że wpadłam na dwóch Panów, którzy zahamowali w miejscu do zera. Ludzie, tak się nie robi, bo może być kraksa! Rozumiem potrzebę wyhamowania na punkcie odżywczym czy agrafce, ale trzeba to robić tak by nie powodować kolizji z innymi biegaczami, tym bardziej w miejscu gdzie szerokość uliczki wynosi ledwie 1,5 metra a biegniemy w odstępie kilkudziesięciu centrymetrów...
Zastanawia mnie jak to wyglądało w dalszej części stawki, gdzie zagęszczenie biegnących było spore...

Około 500 metrów do mety, gdzie nijak nie mogłam przyspieszyć pomimo dopingu :(
Na punkcie chwyciłam dwa kubeczki - chlast jeden na głowę, drugi do buzi.
Suszyło niemiłosiernie, tym bardziej że powietrze było gorące i suche.
Po kilkudziesięciu metrach z ratunkiem przybyli strażacy (jeśli dobrze pamiętam ;)) i stworzyli kurtynę wodną. Chwała Wam za to!

Pierwsze kilometry były mocne, zapewne nawet za mocne, dlatego w drugiej części znacznie zwolniłam. Nogi były ciężkie więc nie mogłam wysilić się nawet na finisz... Trochę szkoda, bo można było urwać jeszcze jakieś sekundy.

Warto zaznaczyć także że był to dopiero mój drugi start w życiu na dystansie 5 kilometrów.
Ostateczny wynik 20:23 (średnie tempo 4:05/km) dał mi 5 miejsce open kobiet i wygraną w mojej kategorii wiekowej K20.
Pierwsze dwa miejsca zajęły Ukrainka oraz Ola Peisert dlatego wynik tym bardziej cieszy.

Trasa miała atest PZLA dlatego dodatkowo ustanowiłam swój rekord życiowy na 3 km - 11:53.
Po cichu liczyłam na nowy rekord życiowy na 5km ale z racji warunków atmosferycznych nie był to priorytet.


Ze znajomymi z Grupy Świerczewo Run - Andrzejem i Agnieszką
Wspólnie biegamy co wtorek na os. Świerczewo (Poznań)


__________________________________________________________

Podsumowując

Wszystkie trzy majowe starty zakończyłam na "pudle", choć od początku miesiąca męczyła mnie choroba (która ostatecznie w pełni odpuściła w zeszłym tygodniu).
Treningi tempowe rozpoczęłam dopiero po zakończeniu choroby (w zeszłym tygodniu), więc jak na dwie mocniejsze jednostki to całkiem fajny rezultat udało mi się osiągnąć w niedzielę.

Teraz czas na czerwiec - 4.06 pobiegnę w Lubaszu w przełajowym biegu na 5 kilometrów, zaś 18 czerwca wyruszam na atestowaną trasę 10 km do Wronek!

Popularne posty

Copyright © 2017-2019 Bieganie i fizjoterapia , Blogger