Ambasador ALE - Active Life Energy

Ambasador ALE - Active Life Energy
Dla moich czytelników rabat 20% na zakupy w sklepie internetowym alenergy.eu. Żele, batony, odżywki i inne. Kliknij w zdjęcie po więcej informacji

Szukaj na blogu

czerwca 28, 2017

Zespół przetrenowania - OTS

Zespół przetrenowania - OTS
Kiedy nasz cykl treningowy jest intensywny, a my zapomnimy o odpowiednim odpoczynku i regeneracji, spotkać nas może zespół przetrenowania – ang. overtraining syndrome (OTS).
Bieg Lwa, Tarnowo Podgórne 2017

Nieprawdą jest, że zespół ten dotyczyć może tylko i wyłącznie zawodowych sportowców. Co prawda ich cykl treningowy jest na tyle intensywny, że zabiegi odnowy biologicznej muszą być idealnie wpasowane w grafik i odpowiednio zaplanowane. Jednak u wyczynowców za odnowę biologiczną odpowiadają fizjoterapeuci i masażyści którzy czuwają podczas zgrupowań, obozów i są dostępni na co dzień.
Niestety OTS równie często spotyka też amatorów, szczególnie tych z dużymi ambicjami. Jakie są objawy i powody przetrenowania oraz jak sobie z nim radzić?


Pozytywne i negatywne obniżenie formy

Osłabienie naszej formy nie zawsze ma negatywny skutek. Sam cykl treningowy ma na celu jej wstępne obniżenie (mocne jednostki treningowe, obozy na których narasta zmęczenie), by następnie po odpowiednim czasie regeneracyjnym mogła wzrosnąć.
European College of Sport Science wprowadziła terminologię dotyczącą przetrenowania zawodnika:

·   AC (acute fatigue – ostre zmęczenie)wynikające z pojedynczych jednostek treningowych, na ogół zanikające w przeciągu kilku dób, np. DOMS, czyli opóźniona bolesność mięśniowa o której pisałam tutaj - <link>

·  FO (ang. functional overreaching – przeciążenie funkcjonalne) – pozytywne zjawisko związane z obciążeniami treningowymi które powodują obniżenie formy zawodnika, a po odpowiednim odpoczynku prowadzą do poprawy wydajności/wydolności. Trwa od kilku dni do maksymalnie kilku tygodni, a końcowym efektem po okresie regeneracyjnym jest superkompensacja.

· NFO (ang. nonfunctional overreaching – przeciążenie niefunkcjonalne) – negatywne zjawisko związane ze zbyt dużymi obciążeniami, co prowadzi do spadku formy i wystąpienia negatywnych objawów psychologicznych oraz hormonalnych. Czas trwania od kilku tygodni do miesiąca

·  OTS (ang. overtraining syndrome – syndrom przetrenowania) podobny w objawach do NFO, jednak utrzymujący się bardzo długo. Objawy te są bardziej nasilone i oddziałują szerzej (problemy hormonalne, psychosomatyczne, immunologiczne, podatność na urazy). Czas trwania od jednego do sześciu miesięcy.

Źródło: Br J Sports Med 2016;50: s. 1032


Mechanizm przetrenowania

Cykl treningowy musi składać się z odpowiednio dobranych jednostek treningowych przeplatanych jednostkami regeneracyjnymi. Najprościej rzecz ujmując nasze treningi powinny przedstawiać sinusoidę.
Najważniejsze jest utrzymanie homeostazy - równowagi - która jest niezbędnym warunkiem zdrowia.

Dokładny mechanizm powstawania zespołu przetrenowania nie jest jeszcze do końca znany, dlatego aktualne piśmiennictwo opiera się na hipotezach oraz wstępnych badaniach laboratoryjnych.
Dodatkowym utrudnieniem jest złożoność powstawania tego procesu, ponieważ dotyczy glikogenu mięśniowego, glutaminy we krwi, metabolizmu białek, lipidów i węglowodanów oraz gospodarki hormonalnej, immunologicznej i oksydacyjnej a także aspektów psychologicznych.

Źródło: Journal of Education, Health and Sport. 2015;5(10): s. 54

 Powstałe hipotezy:

·      Spadek stężenia glikogenu mięśniowego powoduje wykorzystywanie w celach energetycznych rozgałęzionych aminokwasów pobieranych z krwi. Obserwuje się wtedy wzrost stężenia tryptofanu oraz syntezy serotoniny – ta ostatnia zahamowuje motoneurony

·      Spadek stężenia glutaminy we krwi, co powoduje zaburzenia komórkowe układu odpornościowego.

·      Uszkodzenia mięśni wpływają na zwiększenie reaktywnych form tlenu (RFT), co skutkuje stresem oksydacyjnym, uszkodzeniami komórkowymi i powstawaniem reakcji zapalnych

·      Zbyt duże obciążenia treningowe i brak regeneracji powodują stan zapalny, wzrost stężenia kinazy keratynowej (CK), czyli markera uszkodzeń tkankowych

Dlatego do laboratoryjnych metod określania stanu przetrenowania służy nam oznaczanie we krwi:
- kinazy keratynowej
- kortyzolu
- testosteronu
- cytokinin
- glutaminy
- leukocytów

Takie badanie laboratoryjne i analiza biochemiczna pozwolą bezpośrednio określić stan naszej równowagi organizmu.

Moje badania laboratoryjne krwi w Zakładzie Biochemii AWF Poznań tydzień po półmaratonie w Szamotułach (2015)


Objawy

Objawy OTS możemy podzielić na psychologiczne oraz somatyczne (cielesne). Występowanie tych pierwszych poprzedza objawy fizyczne i nie należy ich bagatelizować. Często już zwykła niechęć do treningów może dawać sygnały ostrzegawcze, dlatego warto przyjrzeć się, czy niechęć ta jest podstawna (np. zmęczenie po pracy i dodatkowo brzydka pogoda za oknem), czy utrzymuje się dłuższy czas i nie ma żadnego logicznego powodu.

Niestety początkowo objawy są trudne do uchwycenia dlatego kluczem jest znajomość swojego organizmu i dokładna obserwacja wszystkich sygnałów.

Objawy przetrenowania dzielimy na dwa typy: I i II.

Typ I charakteryzuje się pobudzeniem, zaburzeniami snu, zwiększoną częstością skurczów serca oraz wzrostem ciśnienia tętniczego.
Typ II to apatia, osłabienie, spokojny i bardzo długi sen, obniżenie HR, niskie wartości ciśnienia tętniczego, powysiłkowa hipoglikemia. Skrajnie może być to zanik miesiączki u kobiet i zaburzenia popędu płciowego u mężczyzn.

Ogólny zaś zarys objawów syndromu przetrenowania u osób trenujących sporty wytrzymałościowe (tlenowe) jak na przykład bieganie, kolarstwo, triathlon, wygląda następująco:
- zmęczenie całego organizmu
- spadek motywacji
- depresja, niepokój
- sztywność i ból mięśni
- ospałość, apatia
- spadek koncentracji
- spadek masy ciała
- łatwość zapadania na infekcje (osłabiony układ immunologiczny)
- częste infekcje górnych dróg oddechowych, przeziębienie, ból gardła, opryszczka
- zaparcia lub biegunki
- utrata apetytu
- wzrost tętna spoczynkowego o ok. 10%
- pojawianie się błędów technicznych, „bylejakość” wykonywania ćwiczeń
- obniżone poczucie własnej wartości
- uświadomiona niedostateczna regeneracja
- niestabilność emocjonalna, zmienność nastrojów
- poirytowanie, agresja


Możliwe powody OTS

Choć głównymi aspektami przetrenowania są zdecydowanie kwestie treningu, to warto zauważyć iż na naszą równowagę wpływ mają także inne czynniki.

Potencjalne wyzwalacze OTS:
- zbyt duże obciążenia treningowe
- nieodpowiednia lub zbyt mała regeneracja
- monotonia treningu
- nadmierna ilość startów w zawodach
- problemy ze snem, „jet-lagi”
- problemy związane z życiem osobistym i zawodowym
- nadmierny stres
- infekcje i choroby
- urazy i stany zapalne

Dwa ostatnie czynniki mogą być także efektem przetrenowania, dlatego w tym wypadku powstać może „błędne koło” urazów, chorób i ciągłego przetrenowania.

Źródło: Br J Sports Med 1998;32: s. 108

Zapobieganie i leczenie

Do prewencji należy:
- periodyzacja treningu
- dobieranie obciążeń do stanu fizycznego i psychicznego
- programowanie odpoczynku
- odpowiednie dobieranie narzędzi odnowy biologicznej (masaż, solanki, krioterapia, sauny)
- odpowiednie żywienie, dostarczanie mikro i makroelementów oraz prawidłowej ilości kalorii
- odpowiednie nawodnienie i dostarczanie elektrolitów
- unikanie ekstremalnych warunków środowiskowych (atmosferycznych)
- suplementacja witaminowa zgodnie z zaleceniami dietetycznymi
- odpowiedni czas i jakość snu
- abstynencja od treningu w okresach przeziębienia, infekcji, zwiększonego stresu

Leczenie OTS jest trudne z uwagi na długi przebieg objawowy, a także ze względu na nieznaną etiologię.
Niestety nie ma żadnych metod farmakologicznych czy zabiegowych by proces ten przyspieszyć.
Główną strategią działania jest odpoczynek i całkowite zawieszenie treningów. Przykładem takiego zawieszenia może być okres roztrenowania pomiędzy sezonami (wiosennym i jesiennym).
Odpoczynek powinien być wspierany przez odnowę biologiczną.
Może być on aktywny, jednak nie mogą być to zamienniki treningu (nie mogę biegać mocno, to mocno pojeżdżę na rowerze), a jedynie formy rekreacji ruchowej o niskiej intensywności i względnie krótkim czasie trwania.

Moją propozycją odpoczynku w OTS lub w okresie roztrenowania może być:



Oczywiście wszelkie parametry, czas ekspozycji i zabiegów powinien być ustalony z fizjoterapeutą lub masażystą.

W ostrym i długotrwałym przebiegu zespołu przetrenowania gdzie oprócz objawów fizycznych widoczne będą silne objawy natury psychologicznej (niechęć, depresja, brak motywacji) warto będzie włączyć terapię u psychologa. Nie jest to powód do żartów lub śmiechu, a zdecydowane wspomaganie leczenia co ułatwi powrót do zdrowia psychosomatycznego.


Podsumowując

Warto mieć na uwadze wszystko co dzieje się na co dzień z naszym organizmem.
Planując treningi planujmy też regenerację, ponieważ bez niej po pierwsze nie będzie efektów, po drugie łatwo możemy przeważyć szalę na niekorzyść i dorobić się zmęczenia, urazów i przetrenowania.


Piśmiennictwo

1.   “Charakterystyka uszkodzeń kończyn dolnych u biegaczy oraz przebieg I wyniki rehabilitacji”
A.  Robak, M. Pencuła

2.   „Fatigue and underperfomance in athletes – the overtraining syndrome”
R. Budgett

3. „How much is too much? (Part 1). International Olympic Committee consensus statement on load in sport and risk of injury”
T. Soligard, M. Schewllnus, J-M. Alonso, R. Bahr, B. Clarsen, H.P. Dijkstra, T. Gabbett, M. Gleeson, M. Hagglund

4.   “Overtraining Syndrome: A Practical Guide”
J. B. Kreher, J. B. Schwartz

5.   “Zespół przetrenowania w sporcie – mechanizm, objawy, przyczyny”
B. Kochański, A. Kałużna, K. Kałużny, Ł. Wołowiec, W. Zukow, W. Hagner

6.   „Zespół przewlekłego zmęczenia a zespół przetrenowania”
D. Zielińska, S. Szmit


Chętnych do przeczytania w całości powyższych artykułów naukowych zapraszam do kontaktu - prześlę je mailowo.

czerwca 21, 2017

Podsumowanie wiosny 2017

Podsumowanie wiosny 2017
Fot. Tomasz Szwajkowski
Wraz z III Wroniecką Dychą (19.06.2017) zakończyłam mój wiosenny sezon biegowy. Jaki był? Niezadowalający, ale też nie najgorszy.

Przygotowania do wiosny rozpoczęłam z bardzo dużym opóźnieniem.
Listopadowym biegiem Niepodległości w Luboniu zakończyłam sezon 2016 ustanawiając rekord życiowy na 10 kilometrów – 42:11 i zajmując trzecie miejsce w mojej kategorii wiekowej. Po tych zawodach nastąpił okres trzytygodniowego roztrenowania (dwa treningi po 6km).

Grudzień zaczął się fatalnie – niedoleczone infekcje co chwile wracały, a zimowa aura nie sprzyjała zdrowieniu, dlatego w ciągu całego miesiąca wykonałam zaledwie pięć treningów wynoszących marne 45,5 kilometra. Cały miesiąc był tak naprawdę stracony.
Jedynym dodatkiem do aktywności fizycznej była gimnastyka w formie zajęć na AWF (45 minut) dwa razy w tygodniu oraz tygodniowy obóz narciarski w Białce Tatrzańskiej.
W styczniu kilometraż wzrósł do 113 co i tak było słabym wynikiem przy zaledwie jedenastu treningach. Tutaj zabrakło systematyczności, powrót po półtora miesiąca bez konkretnego biegania był bardzo oporny, a mi brakowało motywacji. Widziałam jakie poniosłam straty i miałam świadomość ogromu pracy który mnie czekał.
Zaletami tego miesiąca była na pewno w ciągu dalszym gimnastyka oraz włączenie regularnego rolowania po treningach. Starałam się też często wykonywać trening uzupełniający – core stability, stretching oraz ćwiczenia z użyciem taśm Thera-band i piłki gimnastycznej. Tę ostatnią bardzo polubiłam w kontekście urozmaicenia stabilizacji tułowia.



Luty przepracowałam już całkiem konkretnie. Najważniejszy w tym wszystkim był powrót motywacji. Niestety pierwsze starty sezonu zbliżały się wielkimi krokami i nie było mi dane wystarczająco się do nich przygotować.
W ciągu 20 treningów przebiegłam 242 kilometry. Objętościowo był to mój najlepszy miesiąc od momentu kiedy zaczęłam biegać. Niestety objętość przejęła górę nad szybkością.
W lutym też pokonałam swój najdłuższy w życiu dystans – całkiem przyjemny trening wybiegania 25 kilometrów ze średnim tempem 4:52. Pamiętam ten trening jak dziś – bardzo się go bałam, a poszedł luźno i miło.





Marzec to miesiąc pierwszych wiosennych startów inaugurujących sezon 2017.
Kilometraż (wraz z dwoma startami) wyniósł 173 km. Od tego też miesiąca zaczęłam jeździć na rowerze, co jako dodatkowa aktywność fizyczna może być podpięta pod trening uzupełniający – przynajmniej ja to tak traktuję.
Pierwszym startem była wyczekiwana 13. Maniacka Dziesiątka znana z szybkiej trasy pozwalającej bić rekordy życiowe. Szczerze mówiąc bardzo się na ten bieg nastawiłam co spowodowało przerost ambicji. Nie byłam przygotowana tak jak sobie to wymarzyłam, a mimo wszystko porwałam się w pogoń za życiówką. Rok wcześniej pobiegłam Maniacką w 42:47. W tym roku po trzech kilometrach po prostu mnie odcięło a ja byłam bliska omdlenia. Ostatecznie marszobiegiem „doczołgałam” się do mety byleby być już na poznańskiej Malcie. Finalny czas 47:31 był dla mnie największą porażką w dotychczasowych zmaganiach biegowych. Ambicje niestety spowodowały wielkie parcie na wynik i prawie dwutygodniowy stres przedstartowy. Stres ten, jak to długotrwały dystres, totalnie mnie wykończył i podejrzewam, iż to był główny powód niepowodzenia.



Drugim startem marcowym był poznański półmaraton. Corocznie termin tego biegu wypadał na kwiecień, niestety teraz był przyspieszony i również do niego nie przygotowałam się na pełen gwizdek. Do samego biegu podeszłam już z większym spokojem aniżeli do Maniackiej Dziesiątki, jednak sam wynik tylko po części mnie zadowolił. W Poznaniu poprawiłam swoją półmaratońską życiówkę która wynosi aktualnie 1:33:07. Wynik ten dał mi siedemnastą lokatę w mojej kategorii wiekowej (K18-29) na 835 sklasyfikowanych zawodniczek.




W kwietniu zeszłam jeszcze bardziej z kilometrażu – nie wiem nawet dlaczego. Łącznie przebiegłam 149 kilometrów w dwunastu treningach i dwóch startach.
W miesiącu tym zaplanowany miałam tylko jeden start – XXXIV Bieg Kosynierów we Wrześni. Jednak jeszcze przed tym biegiem spontanicznie zapisałam się na przełajowy półmaraton Król Parku zorganizowany w Wielkopolskim Parku Narodowym w Jeziorach niedaleko Mosiny. Bieg ten wygrałam z czasem 1:38:00 co bardzo podbudowało moje morale oraz zachęciło do większych starań. Relacja z zawodów do poczytania tutaj - <link>.


30 kwietnia, tydzień po leśnym półmaratonie, wystartowałam na dziesięciokilometrowej atestowanej trasie we Wrześni. Bieg był dla mnie łaskawy ponieważ pomimo luźnego podejścia bez stresu udało mi się nabiegać nową życiówkę – 42:08 – oraz uzyskać piątą lokatę w kategorii wiekowej! Może nie był to nawet kawałek moich marzeń o wiosennym wyniku na tym dystansie, ale cieszył fakt dobrego rezultatu bez spięcia, a za to ze średnim samopoczuciem (ból kobiecych dni).



Maj był najbardziej intensywny „startowo”, za to jeszcze mniej treningowo (105 km). Od 2 maja trzy tygodnie męczyłam się z infekcją – najpierw gardła, na końcu oskrzeli, dlatego pierwsze dwa tygodnie nie biegałam w ogóle, Szpota pobiegłam z marszu, a przed Lwem zrobiłam zaledwie dwa rozruchy. Trzy biegi na trzech różnych dystansach – od pięciu kilometrów do ćwierćmaratonu.
Szpot Swarzędz i kupowanie pakietu od znajomej w ostatnich dwóch godzinach – jeszcze z przeziębieniem uzyskałam na 10km czas 43:49 oraz trzecie miejsce w kategorii wiekowej.
Kolejnie przyszedł czas na jeden z moich ulubionych biegów – Pogoń za Lwem w Tarnowie Podgórnym koło Poznania, w tym roku na dystansie ćwierćmaratonu (10,5km). Bieg szedł opornie, ale ostatecznie z czasem 46:09 stanęłam na najniższym stopniu open kobiet.
Wisienką na majowym torcie był atestowany start na 5 kilometrów – mój drugi w życiu. W mosińskim Biegu Eleganta zameldowałam się na mecie z czasem 20:28, piątą lokatą wśród kobiet i zwycięstwem w kategorii wiekowej. Ten ostatni bieg pokazał mi, że pomimo wysokiej intensywności naprawdę lubię biegać „piątki”.
Całe majowe zmagania bardzo dokładnie opisałam w podsumowaniu miesiąca tutaj - <link>.

Fot. Karolina Krawczyk


Czerwiec to zakończenie wiosennego ścigania. Do aktualnego (21.06.2017) kilometrażu 80 kilometrów dołączyłam dwa starty – przełajowe 5 kilometrów w Lubaszu oraz atestowane 10 kilometrów we Wronkach.
Ten pierwszy bieg mogę zaliczyć do najbardziej udanych w tej części roku – terenowy bieg z przyzwoitym średnim tempem 4:03/km pokazał, że dopiero na koniec wiosny tak naprawdę nabrałam trochę szybkości. Wynik lekko ponad 20 minut dał mi drugie miejsce open kobiet.
Biegiem zamykającym ten rozdział była III Wroniecka Dycha. Z wielkimi boleściami i trudem dotarłam na metę w czasie 44:13 i jako trzecia kobieta open. Całą wroniecką imprezę opisałam w mojej obszernej relacji tutaj - <link>.




Teraz czas na krótkie powiosenne roztrenowanie. Miałam go nie robić i iść dalej za ciosem, jednak postanowiłam, że 8-10 dni odpoczynku zdecydowanie mi się przydadzą. Roztrenowanie jest swoistym ładowaniem baterii z jednoczesnym spadkiem formy. Jednak żeby się rozpędzać trzeba wziąć krok w tył, dlatego daję sobie teraz czas na pełen relaks i mądre zaplanowanie przygotowań do jesiennych zmagań.
Latem wystąpię na pewno w dwóch biegach – 10 kilometrów w Kórniku oraz przełajowe 10 kilometrów w Wielkopolskim Parku Narodowym. Wstępnie planuję też sierpniowy Cross Sierakowski na dystansie 15 kilometrów, jednak decyzji jeszcze nie podjęłam.
Mój kalendarz startów jesiennych jest cały czas w budowie. Sezon chciałabym rozpocząć najpóźniej w połowie września i jak co roku zakończyć go Biegiem Niepodległości w Luboniu koło Poznania.

Podsumowanie okresu grudzień-czerwiec:
  • 907 kilometrów
  • 9 startów
  • dwie życiówki (10 km & półmaraton)
  • 6 podium


czerwca 19, 2017

III Wroniecka Dycha

III Wroniecka Dycha
Jak często jesteście na imprezach biegowych i mówicie sobie „Co by się nie działo, na pewno tu wrócę”?
To zawody które należą do tej wąskiej grupy.

Źródło: mojewronki.pl

Koniec czerwca to często już upalne i słoneczne dni. Tak było i w tę niedzielę, dlatego warunki były całkiem wymagające. Około 25-28 stopni i zero chmur na niebie. Pomimo wczesnej godziny startu (godzina 10:00) był już niezły skwar dlatego czapeczka, odpowiednie nawadnianie i bieg z głową to podstawa.
Osobiście nie potrafię biegać w upale. Szybko się kończę, nie umiem znieść temperatur powyżej 20*C. Słońce dodatkowo wysysa ze mnie resztki energii a ja na asfalcie walczę o przetrwanie. Tak było i tym razem, jednak otoczka biegu sprawia, iż wspominać go będę z wielkim uśmiechem, żałuję że nie biegłam w poprzednich edycjach i postaram się wrócić do Wronek za rok!


Zapisy i pakiet startowy

Limit biegaczy ustalony przez organizatora wynosił 500 osób. To zadecydowało o kameralnej odsłonie biegu co bardzo sobie cenię. Już nie raz podkreślałam, że wolę mniejsze biegi - mają one rodzinną atmosferę, dużo osób się zna i kojarzy, nie ma tłoku na trasie, mecie czy przy odbieraniu pakietów. Takie limity pozwalają na lepszą organizację biegu i większe zadowolenie uczestników. Część organizatorów powinna zmniejszyć swoje limity by z ilości postawić na jakość. W tym przypadku Wronki królowały jakością.

Cena wpisowego też jest wielkim plusem. 45 złotych to kwota jak dla mnie odpowiednia za 10 kilometrowy bieg. Jeżeli zaś przyjrzymy się pakietowi startowemu, zapleczu biegu i strefie finiszera to akcje Wronieckiej Dychy mocno skaczą do góry.

Odbiór pakietów szedł bardzo sprawnie. Przygotowanych było kilka stoisk gdzie wolontariusze żwawo wydawali nam torby. W sali gimnastycznej mieścił się też depozyt do którego nie było kolejek ani przy oddawaniu, ani przy odbieraniu rzeczy osobistych.
Na sali można było także wziąć udział w krótkiej ankiecie na temat suplementów diety i dzięki temu wziąć udział w losowaniu trzech nagród po zakończonym biegu.

Pakiet startowy był bogaty – piękny buff oraz bidon z logiem Wronieckiego Klubu biegacza, batony, piwo, woda, numer startowy, zwrotny chip. Często na biegach za 50 złotych dostajemy pakiet ulotek – tutaj dostaliśmy pakiet biegacza.
Co mnie bardzo cieszy? Zamiast kolejnej koszulki, których mam już w szafie wiele, otrzymaliśmy dwa akcesoria które na pewno wszystkim się przydadzą. Od biegaczy słyszałam, że w poprzednich edycjach w pakietach można było znaleźć ręcznik i kubek – teraz żałuję, że nie udało mi się wtedy wziąć udziału!



W szkole mieściły się toalety i prysznice. Te drugie nie zawsze są dostępne na biegach, dlatego cieszę się że w tak upalne dni każdy mógł się ze spokojem umyć lub orzeźwić. Oprócz szkolnych łazienek z toalety można było skorzystać także w strefie finiszera, w okolicach szkoły oraz przy samym starcie, niestety nie każdy o tym wiedział więc w budynku robiły się spore kolejki.


Start i trasa

Start ulokowany był w odległości jakichś 50 metrów od szkoły. Wielkim pozytywem było jego pełne zacienienie gdzie w spokoju mogliśmy się rozgrzewać – samodzielnie lub biorąc udział w zorganizowanej rozgrzewce. Start poprzedził występ dziecięcych mażoretek z formacji Miraż Wronki. Bardzo podoba mi się takie urozmaicanie ceremonii otwarcia.
Przez mikrofon powitał nas Burmistrz Wronek pan Mirosław Wieczór oraz Dyrektor Biegu Bartosz Roszak.
Kilkadziesiąt sekund przed biegaczami w salwie oklasków wystartował zawodnik na wózku.
Następnie krótkie odliczanie zakończyło się wystrzałem wronieckiego bractwa kurkowego. To kolejny element utwierdzający mnie w przekonaniu iż atmosfera była w pełni lokalna.

Trasa, posiadająca atest PZLA, składała się z jednego okrążenia zarówno po głównych ulicach Wronek jak i tych mniejszych pomiędzy domami. Na wstępie po naszej prawej stronie minęliśmy Zakład Karny – jeden z największych i najcięższych w Polsce. Część zawodników rozgrzewała się właśnie pod murami więzienia w celu schronienia się przed prażącym słońcem.

Mijanie małych uliczek pomiędzy domami obfitowało w serdeczny doping mieszkańców. Jedni klaskali i krzyczeli, inni w kolorowych perukach śpiewali i zagrzewali do walki przez mikrofon. Znalazł się też jeden dodatkowy punkt z wodą zorganizowany przez serdeczne dziewczyny – podawały butelki dzięki którym mogliśmy się zarówno napić jak i polać głowy.

Organizator tak jak zapewniał w regulaminie postawił trzy oficjalne punkty z wodą. Na pierwszym znajdował się także arbuz oraz banany, z których jednak nie skorzystałam.
Często na biegach do 10 kilometrów punkt z nawadnianiem jest jeden, lub w ogóle (np. Maniacka Dziesiątka). Akurat w takich upałach jak ten wczoraj takie rozwiązanie jest na piątkę z plusem i myślę że większość uczestników dziękowała za tak bogate rozlokowanie napojów.

Oprócz wody pitnej były też kurtyny wodne obsługiwane przez Strażaków – wielka chwała Wam za to!

Sama trasa nie należała do łatwych. 95% uliczek znajdowało się w pełnym słońcu, dodatkowo było wiele zakrętów oraz jedna agrafka, dlatego w połączeniu z warunkami atmosferycznymi możemy zapomnieć o biciu rekordów życiowych, choć wiem że kilku osobom się to udało – chapeau bas!

Na trasie oprócz kibiców i osób wzorowo zabezpieczających trasę spotkać można było także zespół muzyczny, kibicującego Burmistrza Wronek (super zaangażowanie!) oraz operatora dronu który przybijał wszystkim piątki i zagrzewał do walki. Takie osoby zawsze podnoszą mnie na duchu nawet gdy już nie mam siły i chcę jak najszybciej być już na mecie.


Fot. mojewronki.pl

Meta i strefa finiszera

Meta wraz ze strefą finiszera zlokalizowana była na placu za szkołą. Na linii końcowej większość z zawodników miała okazję być wyczytana, zawieszane były medale i buteleczki wody. Wszystko szło bardzo sprawnie, nie było żadnych kolejek i tłoku na mecie co koordynował sam dyrektor biegu pilnując porządku i dobrej organizacji.

Medal prezentuje się bardzo okazale – całkiem duży i solidnie wykonany.



Fot. mojewronki.pl
W formie bufetu po biegu raczyć mogliśmy się makaronem spaghetti, jabłkami i świeżo krojonymi arbuzami. Oprócz tego na miejscu z wielkiego piekarnika Amica wyciągane były świeżutkie muffiny. Były przepyszne, choć swojego zjadłam dopiero w domu z uwagi na pełne nasycenie posiłkiem regeneracyjnym.

Strefa finiszera obfitowała także w inne atrakcje i udogodnienia. Znaleźć mogliśmy punkt masażu, analizę składu ciała i pomocne słowo dietetyczki Ani Wachowiak (wielkie pozdrowienia!), namiot Nadleśnictwa Wronki gdzie mogliśmy wziąć udział w zabawie, odpowiedzieć na pytanie i wygrać różne ciekawe pamiątki jak na przykład zakładki ze zwierzętami czy linijki, notesy.
Swój oddział miał też wroniecki sklep sportowy gdzie kupić mogliśmy odżywki, obecne były także stoiska z lodami czy popcornem.

Dla dzieci też nie zabrakło atrakcji. Oprócz biegów młodzieżowych organizator zapewnił darmowe dmuchane zamki oraz namiot z różnymi rozrywkami.
Dodatkowo niedaleko sceny podziwiać można było prawdziwe klasyki motoryzacyjne – cztery oldchoolowe Citroeny. To uraczyło nie tylko chłopców ale też wielu dorosłych!
Bardzo lubię kiedy organizator myśli o najmłodszych - dzieci mają się czym zająć w czasie kiedy rodzice walczą na trasie.

Dodatkowym plusem jaki mogę wymienić była loteria z nagrodami dla wszystkich osób które ukończyły bieg. Wylosowanych zostało sporo numerów które odpowiadały lokacie na mecie – po sprawdzeniu wyników i listy nagrodzonych można było udać się do namiotu i odebrać fanty.


Ceremonia dekoracji

Nagrodzenie najlepszych zawodników było zaplanowane na godzinę 11:45, niestety przesunęło się ono o dobre 20 minut z uwagi na końcowe ustalanie wyników zawodów. Może to być jeden z minusów, lecz warto być wyrozumiałym.
Fot. mojewronki.pl


Fot. mojewronki.pl
Co ciekawe skład podium identyczny jak dwa tygodnie temu (4.06.2017) w Lubaszu na II Crossie Szlakiem Bursztynowym - z tym że z panią Violettą zamieniłyśmy się miejscami. :)

Skład podium:
1. Katarzyna Kołaczkowska-Szcześniak
2. Violetta Maciołek
3. Maria Wengierek

Nagrody dla najlepszych zawodników w kategoriach open zafundował sponsor, miejscowa Amica Wronki.
Oprócz nagród rzeczowych zamiast klasycznych pucharów przygotowane były piękne ręcznie wykonane statuetki związane z biegiem. To kolejna rzecz wyróżniająca Wronki na tle innych imprez za co należą się brawa.

Oprócz trójek open dekoracje odbyły się także w wielu kategoriach wiekowych co pozwoliło na nagrodzenie szerszego grona biegaczy i biegaczek.


Fot. mojewronki.pl




Mój występ w tym biegu

Start w niedzielnych zawodach poprzedzony był piątkowym weselem i sobotnią całodniową jelitówką. To nie wróżyło nic dobrego, dlatego do biegu podeszłam z pokorą. Ambicje jednak kazały mi dać z siebie maksimum, dlatego nie oszczędzałam się od początku. To zaowocowało fatalnym samopoczuciem a skutek był odwrotny do zamierzonego… Pokora odeszła na dalszy plan, a ja niestety jak dzik porwałam się z dwoma koleżankami z biegowych tras. W takim trio niestety nie wytrzymałam zbyt długo.

Pierwsze kilometry po 4:01 i 4:00 dosadnie pokazały mi moje miejsce, słabą dyspozycję dnia oraz ciężki weekend. Na trzecim kilometrze zaczęłam samoistnie zwalniać, a powiększająca się strata odbiła się na mojej motywacji. Jednak szybka kalkulacja w głowie nakazała na tyle zwolnić, by zachować stosunkowo komfortowe tempo i biec nie na czas, lecz na pozycję.

Mając świadomość, że jestem trzecią kobietą próbowałam utrzymać to z jednoczesnym maksymalnym oszczędzaniem się. Niestety moje wyczerpanie sięgało zenitu, na około 5 kilometrze przeszłam do marszu co chwilę odwracając się w poszukiwaniu wzrokowym kolejnej zawodniczki.

Największy kryzys przypadł na szósty kilometr w miejscu punktu z wodą. Tam też stanęłam, piłam powoli wodę na zmianę polewając głowę i rozmawiałam z Panem w czerwonej koszulce oraz ze strażakiem że źle się czuję, jednak na horyzoncie pojawiła się kolejna zawodniczka więc długo się nie zastanawiając ruszyłam w dalszy bieg. Przestój ten spowodował wybicie z rytmu (o ile w ogóle go wcześniej miałam…) i utrudniony powrót do tempa.

W tym momencie obok mnie pojawił się zawodnik który po krótkiej rozmowie wiedział już o co chodzi i monitorował pozycję zawodniczki za moimi plecami. Próbował zmotywować mnie do walki i jeszcze lekkiego przyspieszenia lecz już nawet wtedy nie miałam chęci i siły człapać, na szczęście widok pleców i kilkukrotne motywacje pozwoliły mi przedreptać do dziewiątego kilometra, gdzie znajdowała się agrafka i punkt z wodą. Na agrafce zobaczyłam że moja przewaga jest minimalna, a ja mogę spaść na czwartą pozycję, dlatego pomimo okrutnego wycieńczenia zacisnęłam zęby i skupiłam się na ostatnim kilometrze.

Pozycję utrzymałam do samej mety co niestety bardzo wiele mnie kosztowało. Dobrze, że nie biegłam z paskiem do tętna bo uderzenia wywindowały by pod 200 na minutę.

Oficjalny czas na mecie 44:13 – tak słabego czasu nie miałam od końca maja 2016 (Wolsztyńska Dziesiątka, upał i start o 14:00…).



Moment kryzysu i postoju na 6,18 km


Cały tragizm biegu został nagrodzony w postaci otoczki imprezy, świetnej atmosfery i co prawda najniższego stopniem, ale podium w open kobiet.

Postanowiłam już, że na pewno do Wronek wrócę za rok, a także będę serdecznie polecać tę imprezę wśród moich znajomych!
Tym samym Wroniecka Dycha ląduje w moim TOP biegów w których miałam okazję brać udział jako zawodniczka.

Przesyłam wielkie podziękowania dla Organizatorów, Wolontariuszy, Służb czuwających nad bezpieczeństwem oraz Kibiców

Tym biegiem kończę mój sezon wiosenny i daję sobie ciut odpoczynku przed przygotowaniami do jesiennych zmagań.

Popularne posty

Copyright © 2017-2019 Bieganie i fizjoterapia , Blogger