Ambasador ALE - Active Life Energy

Ambasador ALE - Active Life Energy
Dla moich czytelników rabat 20% na zakupy w sklepie internetowym alenergy.eu. Żele, batony, odżywki i inne. Kliknij w zdjęcie po więcej informacji

Szukaj na blogu

czerwca 19, 2017

III Wroniecka Dycha

Jak często jesteście na imprezach biegowych i mówicie sobie „Co by się nie działo, na pewno tu wrócę”?
To zawody które należą do tej wąskiej grupy.

Źródło: mojewronki.pl

Koniec czerwca to często już upalne i słoneczne dni. Tak było i w tę niedzielę, dlatego warunki były całkiem wymagające. Około 25-28 stopni i zero chmur na niebie. Pomimo wczesnej godziny startu (godzina 10:00) był już niezły skwar dlatego czapeczka, odpowiednie nawadnianie i bieg z głową to podstawa.
Osobiście nie potrafię biegać w upale. Szybko się kończę, nie umiem znieść temperatur powyżej 20*C. Słońce dodatkowo wysysa ze mnie resztki energii a ja na asfalcie walczę o przetrwanie. Tak było i tym razem, jednak otoczka biegu sprawia, iż wspominać go będę z wielkim uśmiechem, żałuję że nie biegłam w poprzednich edycjach i postaram się wrócić do Wronek za rok!


Zapisy i pakiet startowy

Limit biegaczy ustalony przez organizatora wynosił 500 osób. To zadecydowało o kameralnej odsłonie biegu co bardzo sobie cenię. Już nie raz podkreślałam, że wolę mniejsze biegi - mają one rodzinną atmosferę, dużo osób się zna i kojarzy, nie ma tłoku na trasie, mecie czy przy odbieraniu pakietów. Takie limity pozwalają na lepszą organizację biegu i większe zadowolenie uczestników. Część organizatorów powinna zmniejszyć swoje limity by z ilości postawić na jakość. W tym przypadku Wronki królowały jakością.

Cena wpisowego też jest wielkim plusem. 45 złotych to kwota jak dla mnie odpowiednia za 10 kilometrowy bieg. Jeżeli zaś przyjrzymy się pakietowi startowemu, zapleczu biegu i strefie finiszera to akcje Wronieckiej Dychy mocno skaczą do góry.

Odbiór pakietów szedł bardzo sprawnie. Przygotowanych było kilka stoisk gdzie wolontariusze żwawo wydawali nam torby. W sali gimnastycznej mieścił się też depozyt do którego nie było kolejek ani przy oddawaniu, ani przy odbieraniu rzeczy osobistych.
Na sali można było także wziąć udział w krótkiej ankiecie na temat suplementów diety i dzięki temu wziąć udział w losowaniu trzech nagród po zakończonym biegu.

Pakiet startowy był bogaty – piękny buff oraz bidon z logiem Wronieckiego Klubu biegacza, batony, piwo, woda, numer startowy, zwrotny chip. Często na biegach za 50 złotych dostajemy pakiet ulotek – tutaj dostaliśmy pakiet biegacza.
Co mnie bardzo cieszy? Zamiast kolejnej koszulki, których mam już w szafie wiele, otrzymaliśmy dwa akcesoria które na pewno wszystkim się przydadzą. Od biegaczy słyszałam, że w poprzednich edycjach w pakietach można było znaleźć ręcznik i kubek – teraz żałuję, że nie udało mi się wtedy wziąć udziału!



W szkole mieściły się toalety i prysznice. Te drugie nie zawsze są dostępne na biegach, dlatego cieszę się że w tak upalne dni każdy mógł się ze spokojem umyć lub orzeźwić. Oprócz szkolnych łazienek z toalety można było skorzystać także w strefie finiszera, w okolicach szkoły oraz przy samym starcie, niestety nie każdy o tym wiedział więc w budynku robiły się spore kolejki.


Start i trasa

Start ulokowany był w odległości jakichś 50 metrów od szkoły. Wielkim pozytywem było jego pełne zacienienie gdzie w spokoju mogliśmy się rozgrzewać – samodzielnie lub biorąc udział w zorganizowanej rozgrzewce. Start poprzedził występ dziecięcych mażoretek z formacji Miraż Wronki. Bardzo podoba mi się takie urozmaicanie ceremonii otwarcia.
Przez mikrofon powitał nas Burmistrz Wronek pan Mirosław Wieczór oraz Dyrektor Biegu Bartosz Roszak.
Kilkadziesiąt sekund przed biegaczami w salwie oklasków wystartował zawodnik na wózku.
Następnie krótkie odliczanie zakończyło się wystrzałem wronieckiego bractwa kurkowego. To kolejny element utwierdzający mnie w przekonaniu iż atmosfera była w pełni lokalna.

Trasa, posiadająca atest PZLA, składała się z jednego okrążenia zarówno po głównych ulicach Wronek jak i tych mniejszych pomiędzy domami. Na wstępie po naszej prawej stronie minęliśmy Zakład Karny – jeden z największych i najcięższych w Polsce. Część zawodników rozgrzewała się właśnie pod murami więzienia w celu schronienia się przed prażącym słońcem.

Mijanie małych uliczek pomiędzy domami obfitowało w serdeczny doping mieszkańców. Jedni klaskali i krzyczeli, inni w kolorowych perukach śpiewali i zagrzewali do walki przez mikrofon. Znalazł się też jeden dodatkowy punkt z wodą zorganizowany przez serdeczne dziewczyny – podawały butelki dzięki którym mogliśmy się zarówno napić jak i polać głowy.

Organizator tak jak zapewniał w regulaminie postawił trzy oficjalne punkty z wodą. Na pierwszym znajdował się także arbuz oraz banany, z których jednak nie skorzystałam.
Często na biegach do 10 kilometrów punkt z nawadnianiem jest jeden, lub w ogóle (np. Maniacka Dziesiątka). Akurat w takich upałach jak ten wczoraj takie rozwiązanie jest na piątkę z plusem i myślę że większość uczestników dziękowała za tak bogate rozlokowanie napojów.

Oprócz wody pitnej były też kurtyny wodne obsługiwane przez Strażaków – wielka chwała Wam za to!

Sama trasa nie należała do łatwych. 95% uliczek znajdowało się w pełnym słońcu, dodatkowo było wiele zakrętów oraz jedna agrafka, dlatego w połączeniu z warunkami atmosferycznymi możemy zapomnieć o biciu rekordów życiowych, choć wiem że kilku osobom się to udało – chapeau bas!

Na trasie oprócz kibiców i osób wzorowo zabezpieczających trasę spotkać można było także zespół muzyczny, kibicującego Burmistrza Wronek (super zaangażowanie!) oraz operatora dronu który przybijał wszystkim piątki i zagrzewał do walki. Takie osoby zawsze podnoszą mnie na duchu nawet gdy już nie mam siły i chcę jak najszybciej być już na mecie.


Fot. mojewronki.pl

Meta i strefa finiszera

Meta wraz ze strefą finiszera zlokalizowana była na placu za szkołą. Na linii końcowej większość z zawodników miała okazję być wyczytana, zawieszane były medale i buteleczki wody. Wszystko szło bardzo sprawnie, nie było żadnych kolejek i tłoku na mecie co koordynował sam dyrektor biegu pilnując porządku i dobrej organizacji.

Medal prezentuje się bardzo okazale – całkiem duży i solidnie wykonany.



Fot. mojewronki.pl
W formie bufetu po biegu raczyć mogliśmy się makaronem spaghetti, jabłkami i świeżo krojonymi arbuzami. Oprócz tego na miejscu z wielkiego piekarnika Amica wyciągane były świeżutkie muffiny. Były przepyszne, choć swojego zjadłam dopiero w domu z uwagi na pełne nasycenie posiłkiem regeneracyjnym.

Strefa finiszera obfitowała także w inne atrakcje i udogodnienia. Znaleźć mogliśmy punkt masażu, analizę składu ciała i pomocne słowo dietetyczki Ani Wachowiak (wielkie pozdrowienia!), namiot Nadleśnictwa Wronki gdzie mogliśmy wziąć udział w zabawie, odpowiedzieć na pytanie i wygrać różne ciekawe pamiątki jak na przykład zakładki ze zwierzętami czy linijki, notesy.
Swój oddział miał też wroniecki sklep sportowy gdzie kupić mogliśmy odżywki, obecne były także stoiska z lodami czy popcornem.

Dla dzieci też nie zabrakło atrakcji. Oprócz biegów młodzieżowych organizator zapewnił darmowe dmuchane zamki oraz namiot z różnymi rozrywkami.
Dodatkowo niedaleko sceny podziwiać można było prawdziwe klasyki motoryzacyjne – cztery oldchoolowe Citroeny. To uraczyło nie tylko chłopców ale też wielu dorosłych!
Bardzo lubię kiedy organizator myśli o najmłodszych - dzieci mają się czym zająć w czasie kiedy rodzice walczą na trasie.

Dodatkowym plusem jaki mogę wymienić była loteria z nagrodami dla wszystkich osób które ukończyły bieg. Wylosowanych zostało sporo numerów które odpowiadały lokacie na mecie – po sprawdzeniu wyników i listy nagrodzonych można było udać się do namiotu i odebrać fanty.


Ceremonia dekoracji

Nagrodzenie najlepszych zawodników było zaplanowane na godzinę 11:45, niestety przesunęło się ono o dobre 20 minut z uwagi na końcowe ustalanie wyników zawodów. Może to być jeden z minusów, lecz warto być wyrozumiałym.
Fot. mojewronki.pl


Fot. mojewronki.pl
Co ciekawe skład podium identyczny jak dwa tygodnie temu (4.06.2017) w Lubaszu na II Crossie Szlakiem Bursztynowym - z tym że z panią Violettą zamieniłyśmy się miejscami. :)

Skład podium:
1. Katarzyna Kołaczkowska-Szcześniak
2. Violetta Maciołek
3. Maria Wengierek

Nagrody dla najlepszych zawodników w kategoriach open zafundował sponsor, miejscowa Amica Wronki.
Oprócz nagród rzeczowych zamiast klasycznych pucharów przygotowane były piękne ręcznie wykonane statuetki związane z biegiem. To kolejna rzecz wyróżniająca Wronki na tle innych imprez za co należą się brawa.

Oprócz trójek open dekoracje odbyły się także w wielu kategoriach wiekowych co pozwoliło na nagrodzenie szerszego grona biegaczy i biegaczek.


Fot. mojewronki.pl




Mój występ w tym biegu

Start w niedzielnych zawodach poprzedzony był piątkowym weselem i sobotnią całodniową jelitówką. To nie wróżyło nic dobrego, dlatego do biegu podeszłam z pokorą. Ambicje jednak kazały mi dać z siebie maksimum, dlatego nie oszczędzałam się od początku. To zaowocowało fatalnym samopoczuciem a skutek był odwrotny do zamierzonego… Pokora odeszła na dalszy plan, a ja niestety jak dzik porwałam się z dwoma koleżankami z biegowych tras. W takim trio niestety nie wytrzymałam zbyt długo.

Pierwsze kilometry po 4:01 i 4:00 dosadnie pokazały mi moje miejsce, słabą dyspozycję dnia oraz ciężki weekend. Na trzecim kilometrze zaczęłam samoistnie zwalniać, a powiększająca się strata odbiła się na mojej motywacji. Jednak szybka kalkulacja w głowie nakazała na tyle zwolnić, by zachować stosunkowo komfortowe tempo i biec nie na czas, lecz na pozycję.

Mając świadomość, że jestem trzecią kobietą próbowałam utrzymać to z jednoczesnym maksymalnym oszczędzaniem się. Niestety moje wyczerpanie sięgało zenitu, na około 5 kilometrze przeszłam do marszu co chwilę odwracając się w poszukiwaniu wzrokowym kolejnej zawodniczki.

Największy kryzys przypadł na szósty kilometr w miejscu punktu z wodą. Tam też stanęłam, piłam powoli wodę na zmianę polewając głowę i rozmawiałam z Panem w czerwonej koszulce oraz ze strażakiem że źle się czuję, jednak na horyzoncie pojawiła się kolejna zawodniczka więc długo się nie zastanawiając ruszyłam w dalszy bieg. Przestój ten spowodował wybicie z rytmu (o ile w ogóle go wcześniej miałam…) i utrudniony powrót do tempa.

W tym momencie obok mnie pojawił się zawodnik który po krótkiej rozmowie wiedział już o co chodzi i monitorował pozycję zawodniczki za moimi plecami. Próbował zmotywować mnie do walki i jeszcze lekkiego przyspieszenia lecz już nawet wtedy nie miałam chęci i siły człapać, na szczęście widok pleców i kilkukrotne motywacje pozwoliły mi przedreptać do dziewiątego kilometra, gdzie znajdowała się agrafka i punkt z wodą. Na agrafce zobaczyłam że moja przewaga jest minimalna, a ja mogę spaść na czwartą pozycję, dlatego pomimo okrutnego wycieńczenia zacisnęłam zęby i skupiłam się na ostatnim kilometrze.

Pozycję utrzymałam do samej mety co niestety bardzo wiele mnie kosztowało. Dobrze, że nie biegłam z paskiem do tętna bo uderzenia wywindowały by pod 200 na minutę.

Oficjalny czas na mecie 44:13 – tak słabego czasu nie miałam od końca maja 2016 (Wolsztyńska Dziesiątka, upał i start o 14:00…).



Moment kryzysu i postoju na 6,18 km


Cały tragizm biegu został nagrodzony w postaci otoczki imprezy, świetnej atmosfery i co prawda najniższego stopniem, ale podium w open kobiet.

Postanowiłam już, że na pewno do Wronek wrócę za rok, a także będę serdecznie polecać tę imprezę wśród moich znajomych!
Tym samym Wroniecka Dycha ląduje w moim TOP biegów w których miałam okazję brać udział jako zawodniczka.

Przesyłam wielkie podziękowania dla Organizatorów, Wolontariuszy, Służb czuwających nad bezpieczeństwem oraz Kibiców

Tym biegiem kończę mój sezon wiosenny i daję sobie ciut odpoczynku przed przygotowaniami do jesiennych zmagań.

4 komentarze:

  1. Na mój stan wiedzy, ten pierwszy punkt z bananami i arbuzami to był czwarty :), prywatna inicjatywa :), poza trzema oficjalnymi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurcze, bardzo możliwe... wiem, że organizator zapowiadał taki punkt z owocami, niemniej ja nie korzystałam z tych dobrodziejstw bo nie jem w trakcie biegu (nie licząc żeli na półmaratonie). Dokładnie też nie pamiętam bo się nie przyglądałam a myślenie miałam zaćmione zmęczeniem :D

      Usuń
    2. ... ale oczywiście relacja super :) ... i miejsce też :)

      Usuń

Popularne posty

Copyright © 2017-2019 Bieganie i fizjoterapia , Blogger