Ambasador ALE - Active Life Energy

Ambasador ALE - Active Life Energy
Dla moich czytelników rabat 20% na zakupy w sklepie internetowym alenergy.eu. Żele, batony, odżywki i inne. Kliknij w zdjęcie po więcej informacji

Szukaj na blogu

lipca 07, 2017

Nocna Botaniczna Piątka



Nigdy nie startowałam w nocnych zawodach. Także starty w środku tygodnia są mi obce... Łącząc te dwa elementy przyszedł czas na Nocną Botaniczną Piątkę.

W środę, 5 lipca, chwilę przed godziną 18 wróciłam do domu z tygodniowego pobytu w Karkonoszach. Czas spędzony w Szklarskiej Porębie był bardzo intensywny, ponieważ połączyłam pracę z małym biegowo-pieszym obozem.
Łącznie przez 5 dni pokonałam około 90 kilometrów, zarówno podczas treningów jak i wycieczek pieszo-biegowych oraz wsparcia na trasie etapowego wyścigu Bike Adventure, gdzie dla kolarskiej ekipy FTI oraz reszty znajomych byłam wsparciem fizjoterapeutycznym. To dodatkowo dało ponad 18 godzin spędzonych w ciągu czterech dni przy mojej kozetce, gdzie rozluźniałam wszelkie strapione mięśnie…
„Zakwasy” nie ominęły więc zarówno nóg, jak i rąk.


O starcie w Botanicznej Piątce dowiedziałam się w sobotni wieczór – pakiet wygrałam w konkursie grupy KGB Grzmot Komorniki co było dla mnie bardzo miłym zaskoczeniemJ
Dlatego też start był okupiony trochę wariackim działaniem – jeszcze o 10:30 byłam w Szklarskiej Porębie, a o 23:00 musiałam dość zmęczona stanąć na starcie w Botaniku… było warto!

Po ponad sześciogodzinnej podróży marzyłam tylko o tym, aby położyć się w łóżku i choć na chwilę zdrzemnąć, niestety nie zmrużyłam oka nawet na sekundę.
W biegu startowałam z drugiej fali (23:00), dlatego szykować zaczęłam się dopiero po dziewiątej.

Na start udałam się rowerem – ośmiokilometrowa przejażdżka pozwoliła troszkę się dotlenić oraz wstępnie rozgrzać.
Plusem było to, iż pakiet startowy można było odbierać do samego końca, nawet pięć minut przed startem.
Po jego odebraniu przyszedł czas na docelową rozgrzewkę – trucht, skipy, kilka szybszych rytmów. Trzeba było uważać i nie przeszkadzać innym biegaczom, ponieważ o 22:00 startowała pierwsza fala.

Godziny nocne pomimo trwającego lata były już całkiem ciemne, a brak oświetlenia w ciągu większości trasy zmuszał do korzystania z czołówek lub ręcznych latarek.
Nigdy nie biegłam z lampką czołową, dlatego miałam nadzieję, że uda mi się pokonać trasę bez świetlnego wsparcia. Niestety już podczas rozgrzewki miałam spore problemy z widocznością, dlatego wspierałam się lampką rowerową trzymaną w ręce.
Okazało się bowiem, że czołówka którą wzięłam na zawody była… rozładowana. Co za niefart :D
Z pomocą przyszła mi Patrycja Wikierska – biegła w pierwszej fali, dlatego na czas mojego biegu pożyczyła mi własną czołówkę – bardzo Ci dziękuję, uratowałaś mój komfort biegu!
Bieg z czołówką był nowym doświadczeniem, na szczęście lampka spisała się na medal, a mi biegło się bardzo wygodnie.

Na Botaniczną Piątkę nie miałam żadnego celu. Ból nóg przywieziony z gór bardzo mi doskwierał, ledwo przecież zakończyłam małe roztrenowanie, a ostatnie szybkie treningi wykonywałam prawie miesiąc temu.
Pięć kilometrów to na szczęście dystans, który można pobiec w miarę szybko bez większej bazy wytrzymałościowej, dlatego postanowiłam, że ruszę spokojnie i będę stopniowo przyspieszać, aż do uzyskania „wysokich obrotów”.

Tak też się stało. Po wystartowaniu biegłam dość żwawo, jednak spokojnie na tyle by kontrolować ze spokojem organizm i tempo. Ból nóg, który czułam jeszcze na rozgrzewce teraz odszedł w zapomnienie co bardzo mnie ucieszyło. Mogłam skupić się na rytmie i oddechu.

Trasa liczyła sobie trzy pętle w Ogrodzie Botanicznym Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Płaska, z jednym konkretnym zbiegiem oraz dwoma mało wyczuwanymi  i krótkimi podbiegami.
Muszę przyznać, że była znakomicie oznaczona  - oprócz taśm ograniczających inne alejki widoczne były także odblaskowe strzałki i elementy zawieszone na parkowych krzaczkach, jednak dostrzec je można było tylko ze źródłem światła.

Tak jak założyłam, pierwsze trzy kilometry to dość miarowy i spokojny bieg – 4:13, 4:16 oraz 4:16.
Po tym odcinku przyszła kolej na przyspieszenie – czwarty kilometr pokonałam już w ładnym czasie 4:02, a ostatni niepełny kilometr w 3:46.
To pokazało mi, że biegnąc z głową i bez podpalania się na początku dystans można pokonać mocno, lecz w pełnym komforcie.
Rezultat  na mecie cieszył – 20:32 (z średnim tempem 4:11) to czas bardzo przyzwoity jak na miesiąc bez treningu tempowego, z roztrenowaniem i ostatecznym „zajazdem” nóg w górach.


Wbiegając na metę wiedziałam również, że udało mi się wygrać zawody.
Obserwowałam pierwszą falę biegu i zapamiętałam rezultat zwyciężczyni tamtej partii – 21:20, dlatego finiszując i widząc na zegarze 20:XX ucieszyła mi się buzia :D

Medale przepiękne – nawiązujące do kwiatów Ogrodu Botanicznego oraz nocnego klimatu biegu.
Także zwycięski puchar cieszy oczy.




Na mecie na zawodników czekały przepyszne stosy różnorakich drożdżówek – z truskawkami, kruszonką, serem, rabarbarem. Oczy świrowały, a ślinka ciekła!
Dodatkowo w pakiecie otrzymaliśmy pięćdziesięcioprocentowy rabat na pyszne GOKO Sushi. Już nie mogę się doczekać, kiedy wybiorę się tam na kolację J

Teraz czas na sierpniową edycję Botanicznej Piątki, która odbędzie się za dnia. To okazja do podziwiania pięknego otoczenia Ogrodu Botanicznego w Poznaniu.

Zapisy na  Botaniczną Piątkę edycja letnia: http://biegiwlkp.wixsite.com/botaniczna/zapisy

Popularne posty

Copyright © 2017-2019 Bieganie i fizjoterapia , Blogger